Ksiądz przyszedł do tego domu na zaproszenie , zobaczył chorą osobę (był to ojciec dziewczyny, o jego zdrowie miał się modlić). Przy łóżku chorego stało krzesło, więc uznał, że przygotowali się na jego przybycie.
Ksiądz zapytał:
-Czekałeś na mnie?”
Chory wstał, spojrzał na niego i odpowiedział:
-Nie, kim jesteś?
– Jestem księdzem, przyszedłem na prośbę pańskiej córki, aby pomodlić się o pańskie zdrowie. Jeśli się nikogo się nie spodziewałeś, dlaczego postawiłeś tu krzesło?
– Widzisz, przez całe życie próbowałem modlić się do Boga, ale nie mogłem zapamiętać modlitw, więc przestałem się modlić. Później mój przyjaciel powiedział mi, że modlitwa to niekoniecznie zapamiętane słowa, ale po prostu rozmowa z Bogiem.
– Tak, to prawda… Ale..
– Tak, krzesło… Wyobrażam sobie, że Bóg siedzi na tym krześle , a ja z nim rozmawiam… Ale żeby moja córka nie martwiła się, że zwariowałam, nie powiedziałam jej tego.
– Och, jesteś wspaniałym człowiekiem – odpowiedział radośnie ksiądz.
Kilka dni później chory zmarł . Dziewczyna przyszła do księdza. Zapytał ją, jak to się stało, a ona powiedziała mu, że jak zwykle poszła do sklepu, a on powiedział jej, że ją kocha i żeby się nie martwiła. A kiedy wróciła, leżał bez życia z głową na krześle.
Ksiądz uronił kilka łez i dodał:
-Krzesło nie było puste. Niech Bóg pozwoli każdemu odejść w ten sposób




