– Moja matka zadzwoniła do mnie i powiedziała, że dała mieszkanie Markowi – powiedział mój mąż ze smutnym uśmiechem.
– To dobrze, dlaczego jesteś smutny? Jesteś zazdrosny o swojego siostrzeńca? – zapytałam.
Kiedy po raz pierwszy odwiedziłam mieszkanie rodziców mojego męża, byłam bardzo zaskoczona kiepskimi meblami i kiepskim stanem mieszkania, wiedziałam na pewno, że ci ludzie dobrze zarabiają. Później jego rodzice wyjaśnili mi, że wszystko wydawali na swoje dzieci. Na początku były to różne zajęcia, dobre ubrania i zabawki, potem opłacali im studia, a po tym wszystkim pomogli im również kupić mieszkania i ich pierwsze samochody.
Moja rodzina żyła inaczej. Gdy tylko moja mama wyszła za mąż i zaszła ze mną w ciążę, jej matka oznajmiła, że nie może liczyć na żadną pomoc finansową, bo jest już dorosła i musi nauczyć się żyć samodzielnie. Ja byłam wychowywana w ten sam sposób. Oczywiście, mama pomagała mi przez długi czas, ale jak tylko znalazłam pracę , zostałam bez jej wsparcia finansowego.
Tak więc historia o tym, jak bardzo rodzice mojego męża pomagali swoim dzieciom, była dla mnie zaskoczeniem. Jeszcze bardziej zdziwiłam się, gdy teściowa kupiła najstarszemu synowi siostry mojego męża dwupokojowe mieszkanie w centrum miasta. Oczywiście byłam zszokowana, gdy zadzwoniła do nas i powiedziała, że ona i jej mąż chcą podarować mieszkanie również naszej starszej córce.
– Nie martw się, wiem, że nie lubisz drogich prezentów, ale proszę, zrozum, twoja córka tego potrzebuje . Mamy kwotę, o której już ci mówiłam i teraz trzeba wybrać mieszkanie – powiedziała moja teściowa.
Przez długi czas próbowałam odmówić, ale wszystkie moje próby szły na marne, a ona i tak kupiła mieszkanie. Teraz moja córka nie potrzebuje tego mieszkania, więc je wynajmuje. I znowu moja teściowa chce zrobić taki sam prezent – tym razem mojemu młodszemu synowi.
Oczywiście nie mam nic przeciwko temu, żeby pomagać moim dzieciom, albo żeby ktoś im pomagał, ale prędzej czy później muszą stać się dorosłe i zacząć żyć własnym życiem, bo inaczej przyzwyczają się do tego, że ktoś im zawsze wszystko poda na talerzu.




