Anonimowo, proszę.
Oczywiście nie opowiem Wam całej historii. Postaram się, aby była jak najkrótsza.
Przed ślubem wszystko było idealne: zaloty, troska, uwaga, kwiaty, prezenty (zabiegał o mnie przez 4 lata, od czasów szkolnych, a ja zawsze odmawiałam). Oświadczył się sześć miesięcy po rozpoczęciu naszego związku.
Pobraliśmy się i zaczęła się zabawa. Zaczęliśmy się strasznie kłócić, dochodziło nawet do przemocy. Najczęściej z powodu jego matki. Jego mama nie lubiła ani mnie, ani moich rodziców. Zawsze mówiła o nich złe rzeczy, a ja nie mogłam tego słuchać i zwracałam jej uwagę.
Tak, zapomniałam napisać, że mój mąż kończył wtedy studia wojskowe. Kłóciliśmy się, godziliśmy i wybaczaliśmy sobie wszystko, co złe. Prosił mnie o dziecko, bardzo mnie prosił. Oczywiście bałam się, że zajdę w ciążę i on mnie zostawi. Ale on powiedział, że wszystko będzie dobrze.
W końcu miałam rację.
Zaszłam w ciążę, on początkowo wydawał się szczęśliwy. Dopóki nie przyjechali jego rodzice. Jego matka natychmiast zadała pierwsze pytanie: Czy ciąża była planowana czy nie? Po ich wizycie znowu zaczęły się skandale, znowu zaczął podnosić na mnie rękę. Byłam gotowa wybaczyć mu wszystko. Ale on zdecydował inaczej.
Rozstaliśmy się bardzo źle: zabrał mi wszystko: pieniądze, naczynia, pralkę, a nawet jedzenie z lodówki (a ja zostałam sama w pustym wynajętym mieszkaniu w czwartym miesiącu ciąży).
Bez względu na to, jak bardzo go prosiłam, wszystko poszło na marne. I tak przepłakałam całą ciążę. Oczywiście odszedł. Urodziłam (dzięki moim rodzicom i bratu), pomogli mi ze wszystkim. Nie zadzwonił do mnie przez całą ciążę.
Pojawił się, gdy dziecko miało 11 miesięcy. Spotkaliśmy się w sądzie. Zrobił test DNA, ale nawet nie zbliżył się do córki. DNA zostało potwierdzone, ale nie było żadnych postępów. Nigdy nie widział córki, nie wie jak żyjemy. Jest jej zupełnie obcy.
Moja córka ma teraz dwa lata. Niedawno dowiedziałam się, że ożenił się ze starszą od siebie kobietą. I mają dwójkę!!! dzieci, jej dzieci. Nie mogłam się powstrzymać i obejrzałam jego ukochaną w mediach społecznościowych. Spojrzałam, a tam kompletna rodzinna sielanka: zdjęcia ślubne i rodzinne, na których mój były mąż przytula czyjegoś syna.
Mam żal za siebie i za córkę, bo ona go nawet nie zna. A on jest szczęśliwym tatą, nawet nie myśli o tym, że jego córka może być chora, nie może spać w nocy. Ona nawet nie zna swojego “taty”




