Niedawno poszłam wieczorem odebrać córkę ze szkoły tańca. Kiedy dziecko się przebierało, siedziałam na korytarzu. Zobaczyłam wesołą dziewczynkę, która wybiegła na korytarz i wpadła w ramiona starszej kobiety. To była jej babcia. Pocałowała wnuczkę, pogłaskała po głowie, uczesała niesforne włosy i zaczęła ubierać jej kurtkę. W tym czasie dziewczynka, mówiła i mówiła.
-Babciu, co dziś zjemy na kolację? Babciu, ile gwiazd jest na niebie?.
Dziewczynka “bombardowała” babcię pytaniami, a ona powoli odpowiadała. W końcu dziewczynka miała na sobie czapkę i puchową kurtkę oraz zimowe buty. Wzięła babcię za ją rękę i wyszły. Babcia wzięła dwie torby w drugą rękę i szła chwiejnym krokiem, próbując trochę spowolnić swoją energiczną wnuczkę.
I wtedy pomyślałam, kim bylibyśmy bez babć? Były, są i będą niezastąpione, tak cierpliwe i wytrwałe. To one, wraz z niedoświadczonymi młodymi matkami, sadzają nas na nocniku, kołyszą, gdy ramiona naszych matek są wyczerpane, budzą się w nocy, aby nowi rodzice mogli spać po raz pierwszy od tygodnia.
My, dzieci babć, spędzamy życie szukając zapachów babcinych pasztecików, barszczu, naleśników. Kiedy próbujemy nowej potrawy, łapiemy się na tym, że myślimy: babcia tak gotowała, tak doprawiała. Wracając do domu, szukamy w parku huśtawki, na której babcia huśtała nas, gdy byliśmy dziećmi. Ale ta huśtawka została zdemontowana dawno temu…
Nasze babcie są naszymi ulubionymi… Niezastąpione. Co za błogosławieństwo, że je mieliśmy.




