– Gdzie mam ją zabrać? – zapytała pielęgniarka. Może na razie na oddział ogólny? Czy dać ją do tej osobnej sali?
Byłam zirytowana. Dlaczego miałabym być na oddziale ogólnym, skoro jest osobna sala?
Po prostu nie wiedziałam wtedy, że ci, którzy wkrótce umrą, są umieszczani w osobnych salach. Widziałem smutek i współczucie w oczach pielęgniarek.
W tamtym czasie nie zdawałam sobie sprawy, że harmonia i spokój w końcu do mnie dotarły. Nawet nie zwracałam uwagi na to, co działo się wokół mnie. Nie interesowało mnie to. Zostałam sama ze sobą. To była najlepsza rzecz, jaka przytrafiła mi się w całym moim życiu.
W tym momencie zdałam sobie sprawę, że moje problemy są niczym. Nie były warte moich zmartwień. Leżąc samotnie na oddziale, poczułam, że w końcu nauczyłam się kochać życie.
To było takie cudowne! Słuchanie śpiewu ptaków, budzenie się wraz z pierwszymi promieniami słońca. Miałam jeszcze cztery dni, aby cieszyć się tym pięknym światem. Dziękowałam Bogu za to, że otworzył mi oczy. Chociaż miałam mało czasu, czułam się szczęśliwa.
Straszna diagnoza białaczki 4 stopnia i osobna sala miały swoje plusy. Moi bliscy mogli przyjść do mnie w każdej chwili. Zaczęli więc przychodzić. Patrzyli na mnie z bólem i litością, a ja dawałam im swoją miłość do życia. Opowiadałam im o wszystkich dobrych rzeczach, co sprawiało, że byłam jeszcze szczęśliwsza.
Trzeciego dnia zdałam sobie sprawę, że nie mogę tak po prostu leżeć. Zaczęłam wstawać i chodzić. Mój lekarz to zauważył i zaczął na mnie krzyczeć.
– Czy to coś zmieniło?
– Cóż… nie. Ale nie wolno pani wstawać.
– Dlaczego?
– Bo nie wiem, jak można chodzić z takimi wynikami jak pani! A pani idzie na spacer.
Dano mi cztery dni. Ale nadszedł mój piąty dzień. A ja wciąż byłam. Jadłam wszystko, co chciałam, mimo że lekarz surowo mi tego zabronił. Mój lekarz nie rozumiał, co się dzieje. Moja krew była bardzo kiepska, a ja siedziałam tam szczęśliwa, oglądając telewizję i jedząc kiełbasę. Poszłam do lekarza i zapytałam:
-Jakie wyniki by pan chciał doktorze?. Szybko napisał coś na kartce i dał mi ją ze słowami:
-Przynajmniej takie.
Następnego ranka wleciał do mojego pokoju i powiedział:
-Jak to? Ma pani takie wyniki, które napisałem wczoraj!.
– Czyi wszystko jest w porządku.
Potem mój spokój się skończył. Zostałam przeniesiona do wspólnej sali z 4 innymi kobietami. Wszystkie były ponure i smutne. Zostałam tam przez 4 godziny. Potem weszłam na oddział z arbuzem i krzyknęłam:
-Arbuz łagodzi mdłości po chemioterapii.
Kobiety uśmiechnęły się i zaczęły próbować arbuza. Arbuz został szybko rozdany, a kobiety zaczęły potwierdzać moje słowa. Chociaż, szczerze mówiąc, po prostu to wymyśliłam. Nasza sala była wypełniona śmiechem i pozytywnymi emocjami.
Kilka dni później przyszedł do mnie lekarz. Powiedział, że przeniesie mnie do innej sali. Nie rozumiałam dlaczego, więc postanowiłam zapytać:
– Dlaczego ?
– Na tej sali wyniki wszystkich się poprawiły. Musimy pomagać innym.
Lekarz przestał ze mną rozmawiać i od czasu do czasu tylko mnie obserwował. Pewnego dnia podszedł do mnie i powiedział:
– Twoja hemoglobina jest w normie. Nie musisz już jej podnosić.
Później lekarz nie wiedział nawet, jaką diagnozę mi postawić. Moje zdrowie wróciło do normy. Zostałam wypisana.
Zaczęłam patrzeć na życie zupełnie innymi oczami.
Czy wierzysz w takie uzdrowienie?




