Zostały tylko 2 dni do imprezy firmowej, więc nasze biuro zaczęło szybko zamieniać się w “dom mody”, w którym wszyscy dyskutowali o tym, w co się ubiorą, jaką fryzurę i makijaż zrobią. Niektórym mogło to poprawić noworoczny nastrój, ale mnie na pewno nie.
Wyglądało to tak, jakbyśmy byli zamknięci w biurze przez cały rok, i przez cały rok w ogóle nigdzie nie wychodzili!
Kiedy spokojnie kończyłam kanapkę , podbiegła do mnie moja koleżanka Renata.
– Muszę pilnie znać rozmiar twojej stopy! – powiedziała.
– Dlaczego? zapytałam podejrzliwie.
– Cóż, masz rozmiar 38, prawda? zapytała.
– Cóż, głównie, ale… zacząłem odpowiadać.
– Dlatego pytam: kupiłam nową, piękną sukienkę. Wydałam na nią wszystkie pieniądze, a kiedy wróciłam do domu, żadne buty, które mam do niej nie pasują! Twoje czerwone buty byłyby idealne! Czy mogłabyś mi je pożyczyć? – zapytała błagalnie.
– Nie – odpowiedziałam krótko.
Spojrzała na mnie z oburzeniem, po czym odeszła urażona.
W ogóle nie chciałam dawać komuś moich rzeczy. W końcu nie kupiłam ich po to, by nosiły je moje koleżanki. Może jestem samolubna, ale ta rzecz należy do mnie, więc nie chcę się nią dzielić. Czasami ludziom trudno jest zaakceptować fakt, że zostali odrzuceni.
Godzinę później całe biuro patrzyło na mnie i szeptało za moimi plecami. Słyszałam tylko jedno: “Czy to naprawdę taka szkoda pożyczyć komuś buty na jeden wieczór? Biedna Renta !
Może naprawdę coś jest ze mną nie tak, skoro nie przejmuję się tak bardzo, jak wszyscy inni tą imprezą firmową?




