Maria chodziła na cmentarz prawie codziennie. Kładła bukiet stokrotek na grobie narzeczonego. Filip często dawał jej te kwiaty, a ona pytała, czy ją kocha, czy nie.
Podczas tego ostatniego spotkania również podarował jej stokrotki. Duże, piękne, z jasnożółtymi środkami.
-Kocham cię i zawsze będę twoja. Obiecuję! Przysięgam! Maria przytuliła go mocno.
-Poczekaj z przysięgą. Twoja suknia nie jest jeszcze gotowa – zażartował.
Do ich ślubu pozostały trzy tygodnie. Dziewczyna nie mogła się go doczekać. Nie miała jeszcze pojęcia, że tylko kilka godzin dzieliło ją od wiecznej rozłąki z Filipem.
W nocy matka, blada jak ściana, obudziła ją i wyszeptała:
-Filip odszedł. Wypadek… Maria ledwo pamięta pogrzeb. Początkowo niepocieszonej dziewczynie podano leki, a następnie karetka zabrała ją do szpitala.
Później Maria długo śniła o stokrotkach z żółtymi środkami, śmiechu Filipa i obietnicy, że będzie mu wierna do końca życia. Patrząc na zdjęcie ukochanego, postanowiła, że skoro obiecała, to dotrzyma słowa. Żal jednak nie ustępował, bolało ją w sercu. Maria próbowała odwrócić swoją uwagę od tego żalu, ucząc się, potem pracując, ale najłatwiej było jej na cmentarzu, przy grobie. Tam wydawało jej się, że Filip jest blisko. Rozmawiała z nim w myślach, opowiadała o nowinach ze wsi, prosiła o radę.
Minął rok, minął kolejny. Koleżanki bezskutecznie próbowały zabawiać Marię, zapraszając ją do siebie. Dziewczyny przekonywały ją, by ruszyła dalej ze swoim życiem, by otworzyła serce na nową miłość. W końcu była jeszcze taka młoda. A Maria po prostu milczała.
Dziś siedzi przy grobie ukochanego z bukietem stokrotek. Ale jej serce jest pełne niepokoju i burzy uczuć: złości, bezsilności, zagubienia. Kilka tygodni temu, po raz pierwszy od dłuższego czasu, Maria spotkała przyjaciela brata, Pawła. Spojrzał na nią przenikliwym wzrokiem – prosto w jej serce. W jego oczach było tyle dobroci, współczucia i szczerości. Maria czuła, że Paweł chce coś powiedzieć, ale najwyraźniej się nie odważył. Z jakiegoś powodu chciała też z nim porozmawiać, podążyć za tym ciepłem, światłem jego szczerych brązowych oczu. Czuła to – i bała się. Próbowała wymazać ten epizod z pamięci, ale na próżno.
Zwierzyła się ukochanemu ze swoich przeżyć.
-Filipie, co powinnam zrobić? Jesteś w tej wilgotnej ziemi, a ja… żyję dalej. Dlaczego? Czy mam prawo być szczęśliwa? Myśleć o kimś innym. Przysięgłam ci – powiedziała Maria do ukochanego – wybacz mi moją słabość, Filipie.
Nie wiedziała, co jeszcze powiedzieć. Myślała o tym. Zrobiło się cicho. Nagle usłyszała trzepot skrzydeł. Niedaleko niej, na grobie Filipa, obok bukietu stokrotek, wylądował biały jak śnieg gołąb. Maria patrzyła na ptaka ze zdumieniem. Przeszedł po granitowej płycie pomnika, spojrzał na nią uważnie, gruchnął, a potem zatrzepotał skrzydłami i odleciał w błękitne niebo.
Dopiero kilka dni później Maria zdecydowała się opowiedzieć siostrze o tym incydencie. Przytuliła ją i westchnęła:
-Może to dusza Filipa prosiła, żebyś pozwoliła mu odejść? Ponieważ on musi żyć życiem wiecznym, a ty musisz żyć życiem ziemskim. Myślę, że Filip chce cię zachęcić do nowej znajomości, ponieważ zasługujesz na to, co najlepsze. Będzie szczęśliwy, kiedy ty będziesz szczęśliwa.
Wkrótce po rozmowie z siostrą Maria ponownie spotkała Pawła w mieście. Przywitała go pierwsza i uśmiechnęła się..




