Niedawno odwiedziła mnie kuzynka Maria ze swoim półtorarocznym synkiem. Podczas gdy nasze dzieci usiadły, by się pobawić, my usiadłyśmy, by napić się herbaty i porozmawiać. I odbyłyśmy dziwną rozmowę. Zaczęło się od tego, że dostałyśmy propozycję oddania dziecka do przedszkola, ale ja nie miałam ochoty oddawać tam dziecka, a raczej zdałam sobie sprawę, że moje dziecko nie jest na to gotowe. Owszem, jest zainteresowana zabawą z dziećmi, ale to wszystko. Ponadto nie mogę powierzyć mojego dziecka obcej osobie, która w zasadzie nie dba tylko o moje dziecko. W odpowiedzi moja kuzynka popukała palcem na czole i powiedziała, że jestem szaloną mamą.
Że jest to okazja, żeby chociaż odpocząć. Że zazdrości mi, bo ona czeka od miesięcy na miejsce w przedszkolu, a ja siedzę z tym miejscem i nie chcę z niego korzystać.
Swoją drogą, Maria dobrze sobie radzi finansowo. Gdyby musiała pilnie wrócić do pracy i miała katastrofalny brak pieniędzy, zrozumiałabym ją. I wtedy dopiero się zaciekawiłam. Dlaczego tak pilnie potrzebowała miejsca w przedszkolu? Okazuje się, że Maria początkowo uważała, a raczej nadal uważa, że dzieckiem powinna zająć się babcia.
A w jej przypadku teściowa.
Powiedziałam do niej:
-Ale jak ona ma pilnować twojego dziecka, przecież pracuje.
Maria odpowiedziała:
-A kogo to obchodzi? Ma pensję i emeryturę, poradzi sobie. Nie ma dużych wydatków. A ja jestem młoda, mam dość siedzenia w domu. I jestem zmęczona. Oczywiście teściowa odmawia.
W dodatku mówi:
-Nie muszę wychowywać twojego dziecka. Chcę żyć dla siebie.
Dlatego Maria potrzebowała miejsca w przedszkolu – teściowa nie zgadza się siedzieć z jej dzieckiem. Szczerze mówiąc, ta rozmowa pozostawiła nieprzyjemny posmak. Matka w gruncie rzeczy chce się pozbyć dziecka. Można je oddać do komukolwiek. Po co więc rodzić dzieci, żeby potem szukać miejsca, w którym można by je “ulokować”?
Potem długo myślałam o tej rozmowie. Przypomniałam sobie swoje dzieciństwo. Jak wspaniale było czasem nie pójść do przedszkola, tylko pojechać do babci i spędzić z nią cały dzień. Jak wspaniale było być w domu z mamą i tatą. Nie mogę zrozumieć, dlaczego wszystko tak bardzo się zmieniło w naszym świecie. Dlaczego babcie nie chcą spędzać czasu ze swoimi wnukami? Chcą żyć dla siebie. Dlaczego matki chcą jak najszybciej posłać dzieci do przedszkola, zamiast patrzeć, jak ich dzieci dorastają? Może gdy ja byłam mała to postrzegałam wszystko inaczej?




