Przypadek z życia wzięty: Jak ukarałam męża za brak szacunku

O tego zdarzenia minęły dwa tygodnie. Szczerze mówiąc, jestem zachwycona. Mój nastrój naprawdę się poprawił.

Długo znosiłam jego ataki, ale w końcu moja cierpliwość się wyczerpała. Nieustannie nękał mnie o pieniądze. Nie wiem, co mu przyszło do głowy po 7 latach małżeństwa. Ale nagle zdecydował, że to on jest głównym żywicielem rodziny i dlatego powinnam być mu wdzięczna za wszystko, robić wszystko, co chce na jego polecenie.

Albo po prostu uznał, że czas wychować mnie tak, by pasowała do niego. Ale takie rzeczy na mnie nie działają. Nie jestem wycieraczką, którą można wycierać podłogę.

Bardzo mnie to zirytowało i na początku się zgrywałam, ale tylko dlatego, że nie chciałam walczyć. Myślałam, że zaraz odpuści, że to jakiś głupi żart. Nie mamy jeszcze dzieci. W przeciwnym razie pewnie wyładowałby się na nich. Nie wiem, dlaczego nagle przestał mnie szanować, ale to była dla mnie ostatnia kropla.

Postanowiłam dać mu nauczkę, a nawet go ukarać. Udowodnić mu, że się mylił i że głupio nie doceniał tego, co dla niego robiłam.

Jeśli już, to ja też pracuję. Tak, płacą mi o połowę mniej. Co z tego. A moja pensja wystarczyłaby dla mojego ukochanego, gdybym mógł je wydać na siebie. Nasze mieszkanie jest wynajmowane, płacimy 3 tysiące miesięcznie i dobrze, że nie mieszkamy w stolicy, gdzie ceny są wyższe.

Powiedziałam więc mężowi, że tymczasowo jesteśmy jak współlokatorzy. Każdy z nas mieszka w swoim pokoju (mamy dwa, dzięki Bogu), jemy osobno i gotujemy własne posiłki. To samo dotyczy sprzątania, prania i innych prac domowych. Płacimy za mieszkanie po połowie, ponieważ mieszkamy razem. Wszystko inne jest oddzielne.

Wyjęłam ubrania z szafy i przeniosłam je do przedpokoju. Telewizor z dekoderem odesłałam do sypialni (i tak by go zabrał). 

Na początku miał kilka skarg, takich jak “Zwariowałaś?” I tak dalej. Ale spokojnie wyjaśniłam, że jego nastawienie do mnie jest strasznie irytujące. A ponieważ nie zamierzam się jeszcze rozwodzić, musimy dać sobie spokój, nawet jeśli mieszkamy w tym samym mieszkaniu.

A teraz minęły dwa tygodnie. Szczerze mówiąc, jestem zachwycona. Zapomniałam już, jak to jest biec do domu i gotować obiad. Po prostu wpadam po pracy, kupuję jogurt lub kefir i jestem szczęśliwa. W zeszłym tygodniu udało mi się nawet dwa razy pójść na siłownię, co dawno nie miało miejsca. Fajnie, że wieczorem można iść na manicure, a w weekendy, zamiast sprzątać dom, można iść do salonu. Przefarbowałam trochę włosy i zmieniłam fryzurę.

Mój nastrój zdecydowanie się poprawił. A wiosna na zewnątrz jest naprawdę ładna. Zostało mi też trochę dodatkowych pieniędzy. Kiedyś sama robiłam zakupy, nie prosiłam męża o pieniądze i rzadko pytał, czy mi wystarczy. I jak się okazało, nie wydaję na siebie aż tak dużo. Przy okazji, przestałam kupować słodycze. Raz kupiłam trochę słodyczy do porannej herbaty lub kawy. I jak myślisz, zjadł je wszystkie, nawet nie pytając. Zdecydowałam, że lepiej będzie nie kupować ich wcale.

A co  mężem? Wraca z pracy wściekły. Gotuje sobie pierogi, czasem smaży jajka. Czasami po prostu je kanapki i idzie spać. Kiedy jest w kuchni, staram się tam nie wchodzić. Zamykam drzwi, żeby go nie widzieć. Czy jest urażony? Chyba na razie mnie to nie obchodzi. Widzę, że nie ma czystych skarpet i bielizny. Ani razu nie zmienił pościeli, nie mówiąc już o praniu. Czasami nawet nie bierze prysznica przed pójściem spać, jak to miał w zwyczaju. Wkrótce ludzie zaczną się go bać. Dziękuję, przynajmniej zmywa po sobie naczynia. Wcześniej nawet nie sprzątał talerzy ze stołu, więc postęp jest widoczny.

Chociaż wydaje mi się, że w pewnym stopniu odpoczywa też ode mnie. Kilka razy próbował się dowiedzieć, gdzie kupowałam taki pyszny chleb. Zmroziło mnie to. Nie potrafię mu wytłumaczyć, że od dwóch lat mamy w domu maszynę do chleba. Do pracy chodzi bez problemu, trochę schudł. Czy to szkoda? Nie. To jego własna wina. Nie próbuje nawiązać kontaktu, ale też się tego nie spodziewałam. Jest bardzo dumny. Niech nadal będzie dumny.

Tak żyjemy, nie witamy się, nie rozmawiamy. Jak to się skończy? Szczerze mówiąc, zaczynam przyłapywać się na myśleniu, że mnie to nie obchodzi. Czy przeprosi, przyzna się do błędu? Pogodzimy się. Jeśli zaproponuje rozwód, zrobimy to. Jestem zmęczona byciem domatorką. Też jestem człowiekiem i chcę być szanowana.

Jak myślisz, jak to się skończy?

Rate article
Wyznaj Sekret
Przypadek z życia wzięty: Jak ukarałam męża za brak szacunku