Powiedziałam mężowi, że jego matka powinna żyć ze swojej emerytury. Myślę, że nie jesteśmy jej nic winni. Kiedy będzie zupełnie stara i bezradna, oczywiście jej pomożemy. Ale nie teraz, kiedy sama może sobie ze wszystkim poradzić. Nasz syn dorasta, a my musimy wykończyć dom. Nikt nam nie pomaga, a ona ciągle domaga się pieniędzy.
Teściowa mówi, że nie ma z czego żyć. Ciężko jej żyć z samej emerytury. Została emerytką 10 lat temu, kiedy akurat urodził nam się Darek. Na początku te dwa wydarzenia nie były ze sobą w żaden sposób powiązane.
Ale potem teściowa zaproponowała mi, żebym poszła do pracy i płaciła jej pieniądze za pilnowanie wnuka. To zarówno pomoc dla niej, jak i dobre dla nas. To mi odpowiadało. Nie miałam zamiaru długo przebywać na urlopie wychowawczym. A dla dziecka lepiej jest z babcią niż z obcą osobą. Teściowa dobrze traktowała Darka, karmiła go, chodziła z nim na spacery, uczyła wszystkiego. A na koniec miesiąca dawaliśmy jej pensję. Byliśmy spokojni o naszego syna.
Po urlopie wychowawczym moja kariera nabrała rozpędu. Zaczęłam dobrze zarabiać. Spłaciliśmy kredyt za mieszkanie i zaczęliśmy budować dom. Brzmi fajnie, ale teraz mój syn dorasta, a jego wychowanie też wymaga dużych nakładów finansowych. Chcę zabrać go nad morze i posłać do prywatnego przedszkola. Chcę też dobrze się ubierać, jeździć nowymi samochodami i dbać o siebie. Dlatego powiedziałam mężowi, że to koniec. Czas, żeby mama przestała brać od nas pieniądze. Nie wiem, czy postąpiłam słusznie, czy nie. Ale zawsze wierzyłem, że to rodzice powinni pomagać swoim dzieciom, a nie odwrotnie. Co o tym sądzisz?




