… Ostatnio sąsiadki- plotkary zmów prawie zamieszały na podwórku – wygląda na to, że Barbara z mieszkania 57 znów stała się podejrzanie okrągła.
– Czy naprawdę spodziewają się piątego?
– Nie, to niemożliwe!
– Jak to? Wystarczy na nią spojrzeć. Myślę, że nie ma co do tego wątpliwości…
– Rzeczywiście… No proszę! Są odważni, prawda?
Barbara ma czwórkę dzieci, najstarsza córka jest w drugiej klasie, reszta to dopiero przedszkolaki.
Muszę powiedzieć, że Barbara jako mama jest po prostu niesamowita. Jej dzieci są zadbane, przyjazne i rozwinięte. Bawią się razem, dbają o siebie nawzajem, wszystkie, łącznie z rocznym maluchem, są spokojne i rozsądne. Najstarsza córka jest świetną uczennicą, jest poważnie zaangażowana w muzykę i śpiew.
Widać, że zajmowanie się dziećmi sprawia Barbarze wielką przyjemność: nie wygląda na zmęczoną, jak wiele innych matek , jest pełna optymizmu i zawsze w ruchu. Wielu stałych bywalców placu zabaw zazdrości jej: z jednym dzieckiem jest im ciężko, a dwójka to już chyba za dużo. A tu czwórka, a maluch jeszcze mniejszy!
Barbara prawie zawsze jest sama z dziećmi – mąż zawsze w pracy, a rodzice jej i męża daleko. Jednak ze wszystkim sobie radzi i nie widzi żadnych problemów.
Nawet to, że jej liczna rodzina mieszka w bardzo małym jednopokojowym mieszkaniu.
– To zagadka, jak oni się tam wszyscy mieszczą- wzdycha wszechwiedząca Krysia. – Ale jakoś żyją i będą żyć jeszcze długo, bo wciąż spłacają kredyt za to jednopokojowe mieszkanie.
Żyją, sumiennie wychowują dzieci, prowadzają na różne zajęcia, rozwijają, karmią domowym jedzeniem, ubierają w czyste i wyprasowane ubrania, zabawiają, a co najważniejsze – kochają
– No nie wiem, żal mi tych dzieci! myślą niektóre sąsiadki, patrząc na tę rodzinę. – To nie do pomyślenia, żeby mieszkać w takiej ciasnocie! Nie ma prywatności, nie ma spania w ciszy, nie ma odrabiania lekcji! … Musi być tam strasznie zagracone, nie można nawet przejść, dzieci nie mają gdzie się bawić … A jeśli zachorują, to co? Nie można oddzielić chorego… Ja oczywiście rozumiem, że ludzie kochają dzieci, doskonale sobie z nimi radzą i w ogóle… Ale jak dzieci mogą być szczęśliwe w takich warunkach? Jedno na drugim? Ok, póki są niemowlakami, ale przecież dorastają…
Czy uważasz, że metry kwadratowe powinny odgrywać rolę w planowaniu rodziny? Czy przestrzeń jest w ogóle ważna dla dzieci, jeśli jest miłość, wzajemne zrozumienie, rodzice są w pobliżu i niezbędne minimum zgodnie z programem “nakarmieni, ubrani, wykształceni”? Co teraz, ci, którzy mają małe mieszkanie, nie powinni mieć dzieci?
Nawet jeśli są wspaniałymi rodzicami, a ich dzieci okazują się cudowne, inteligentne i utalentowane?
Co o tym sądzisz?




