Renata uważała, że rozwiedziona kobieta nie jest godna jej syna. Sama miała się za wspaniałą i opiekuńczą matkę. Mówiła , że zawsze pomoże młodej rodzinie. Nic im nie będzie trzeba …
Marek od dziecka był dziwakiem. Chodził zamyślony, ponury i cichy. Renata wierzyła, że to dlatego, że chłopak jest bardzo inteligentny i utalentowany. I na wszelki wypadek chroniła go przed kontaktami z dziećmi z ulicy. Żeby nie nauczyły go niczego złego.
Wbrew oczekiwaniom matki, chłopiec nie odnalazł się w szkole. Był nieśmiały. Był jednak dobry w pisaniu – nauczyciele chwalili go za wypracowania. Po usłyszeniu tych pochwał Renata zaczęła marzyć o karierze naukowej dla syna.
W szkole Marek nie przyjaźnił się z nikim, dopóki wychowawca nie zaprzyjaźnił go z Marią. Maria również była cicha, bardzo wrażliwa i potrafiła odczytać czyjś nastrój po wyrazie twarzy. Zawsze służyła pomocą. Miała wielkie serce i wspierała chłopca. Marek rozkwitał. W końcu miał przyjaciela. Dzięki takiemu moralnemu wsparciu zaczął się nawet lepiej uczyć. Renata wybrała już dla niego miejsce na uniwersytecie.
Marek skończył studia i otrzymał dyplom. I nagle stała się rzecz straszna. Chłopak uciekł z domu. Wyjechał prawie tysiąc kilometrów od domu, wynajął mieszkanie w innym mieście, dostał pracę i zaczął się usamodzielniać. Renata ledwo otrząsnęła się po tej zdradzie.
Rozpaczała przez tydzień lub dwa, piła walerianę… A potem pojechała mu pomóc. Był taki młody, jak miał sobie poradzić sam, bez matki, bez wsparcia w codziennym życiu?
Tak minęło kilka lat. Pewnego dnia Renata namówiła syna, by przyjechał do domu na wakacje. Żeby zjadł naleśniki swojej matki z kwaśną śmietaną. Ale syn jadł naleśniki tylko dla pozoru, prawie nie rozmawiał z matką i nie był przyzwyczajony do wieczornych spacerów. Wychodził i wracał późno. Jego twarz wyglądała podejrzanie. Renata musiała się upewnić, że nikt nie oszukuje jej syna. Dziewczyny w dzisiejszych czasach są jakie są.
Potajemnie dostałam się do jego telefonu, wyszpiegowała hasło i przejrzała wiadomości. O tak, zaczaił się jakiś drapieżnik. Trzeba się jej przyjrzeć. Chowała się przy oknie i czekała. Godzina, kolejna… i nagle za rogiem pojawia się jej syn. Z kobietą. Przyjrzała się jej uważnie: o mój Boże. To była Maria. I trzymała bukiet róż.
Renta, wzięła trochę waleriany. Maria jest rozwódką! Och, ona oszuka męża! Kiedy jej syn wszedł do mieszkania, zaczęła go besztać. Ale on, niewdzięcznik, nie słuchał. Po prostu trzasnął drzwiami.
Renta poszła do Marii . Rozmawiała z nią : nie pasujesz do niego. Jesteś już po rozwodzie, masz dziecko. A mój chłopak ma życie przed sobą. Znajdzie normalną kobietę. Twarz Marii zmieniła się, odeszła szybkim krokiem. A jej syn po tym incydencie zamilkł jeszcze bardziej i był coraz bardziej smutny.
Marek znów poszedł do pracy. I znów jego wierna mama odwiedzała go w wolnych chwilach. Co więcej, teraz jest na emeryturze i ma więcej czasu. No bo kto inny umyje podłogę? Kto wyczyści zlew? Kto ogoli sweter maszynką, by usunąć kulki? On potrzebuje kontroli, ma dopiero trzydzieści lat.
Krótko mówiąc, Marek ma 35 lat. Jego matka uważa, że czas się ożenić. Chciałaby mieć wnuki. Ale kobiety unikają jej wspaniałego syna – prawdopodobnie dlatego, że są pazerne. Chcą mieć samochód, mieszkanie, wszystko gotowe. I chcą, żeby wydawał na nie pieniądze. Jednym słowem, są drapieżnikami.
Jej Marek jest wspaniały, nie pali i nie pije. Jego matka jest wspaniała, opiekuńcza. Zawsze pomoże młodej rodzinie. A oni odwdzięczą się tym samym. Czego jeszcze potrzeba …




