Czy widujecie jeszcze staruszki, które siedzą na ulicy i próbują coś sprzedać, żeby zarobić na życie?
Według mnie wciąż jest ich wiele. Bardzo im współczuję, chociaż daleko mi do działalności charytatywnej i, szczerze mówiąc, często po prostu przechodzę obok obojętnie. Tylko kilka razy coś od nich kupiłam. Oczywiście nie mam nic przeciwko pomaganiu, a one nie biorą pieniędzy za darmo.
Pewnego razu siedziałam w samochodzie i czekałam na męża. W tym czasie obserwowałam starszą panią, która otworzyła swój stragan w pobliżu. Owinęła się ciepłym płaszczem i postawiła przed sobą pudełko. Na pudełku znajdowała się torba suszonych owoców, trochę warzyw, ziół i słoiki pikli. Postanowiłam wysiąść z samochodu i zaczerpnąć świeżego powietrza.
-Może powinnam kupić od niej trochę warzyw – pomyślałam.
Mój mąż i ja mamy w diecie zieleninę. Co za różnica, czy kupię je od babci, czy w supermarkecie? Przynajmniej pomogę. Podeszłam do babci .
-Ile za zieleninę?- zapytałam.
Na początku staruszka nawet nie zdawała sobie sprawy, że do niej mówię. Najwyraźniej siedziała tu tak długo i bez żadnych rezultatów, że nie spodziewała się, że ktokolwiek zwróci na nią uwagę.
-Ile kosztują warzywa? – powtórzyłam pytanie.
-Och, nawet nie wiem , proszę dać ile pani może- starsza pani była podekscytowana.
Wyjęłam pieniądze z portfela i już miałam zapłacić, gdy zza pleców dobiegł mnie męski głos:
-Ile za ogórki kiszone? A suszone owoce?.
Odwróciłam się, a tam stał mężczyzna. Był schludnie ubrany i widać było, że ma pieniądze.
-Och, 20 zł za słoik byłoby dobrze. Dam suszone owoce w prezencie, jeśli pan kupi słoiki – mówi babcia.
-Kupię trochę ogórków i suszonych owoców – powiedział mężczyzna.
-Zaniosę to teraz do samochodu – powiedział mężczyzna.
Zabrał wszystko, co miała i poszedł do swojego samochodu.
-Gdzie on jedzie? – martwiła się babcia, najwyraźniej nie zdając sobie jeszcze sprawy, że udało jej się sprzedać wszystkie towary.
-Niedługo wróci- uśmiechnęłam się.
Mężczyzna włożył słoiki i suszone owoce do bagażnika swojego samochodu i wrócił. Wyjął portfel i wyciągnął banknoty. Sporo.
-Proszę. Czy pani przetwory są dobre? – zapytał mężczyzna, wręczając emerytce pieniądze.
-Tak, sama je robię, są pyszne! Och, ale nie będę miała drobnych żeby wydać!- powiedziała starsza pani z zakłopotaniem.
-Cóż, skoro zrobiła je pani sama, nie potrzebuję reszty! mężczyzna uśmiechnął się i w milczeniu poszedł do swojego samochodu.
Zostawili mnie bez zieleniny na kolację! Może uda mi się ją odkupić? krzyknęłam za nim.
-Sam lubię zieleninę! zażartował mężczyzna.
Oboje wiedzieliśmy, że żadne z nas nie potrzebuje zieleniny, ani suszonych owoców. Postanowiliśmy po prostu pomóc kobiecie na tyle, na ile mogliśmy.
– Jejku , ile pieniędzy- powiedziała kobieta w zakłopotaniu, trzymając mniej więcej połowę swojej emerytury.
– Pani ogórki muszą być naprawdę bardzo smaczne, skoro są tak oceniane! Proszę iść do domu, musiała pani zmarznąć! Uśmiechnęłam się i wróciłam do samochodu.
Babcia powoli podniosła puste pudełko i poszła w kierunku budynków mieszkalnych. W międzyczasie ze sklepu wyszła młoda dziewczyna, dobrze ubrana i wsiadła na miejsce pasażera w samochodzie mężczyzny.
Bardzo się cieszę, że są jeszcze tacy życzliwi ludzie, którzy nie zatracili swojego człowieczeństwa, mimo że ich sytuacja finansowa pozwala im ignorować otaczającą ich biedę. Naprawdę mam nadzieję, że dobroć zostanie zwrócona temu człowiekowi i wszystkim innym dobrym ludziom dziesięciokrotnie.
Czy często kupujesz rzeczy od starszych pań na ulicy?




