Lato, upał, kolejka w lodziarni. Czekałam i kupiłam ostatnie lody czekoladowe. Głos zza moich pleców:
– Tato, ja nie chcę tych lodów, ja też chcę czekoladowe!
Młoda dziewczyna w wieku około siedemnastu lat wzruszyła ramionami.
Usłyszałam za sobą narastający krzyk, który stopniowo przerodził się w głośny płacz, gdy czyjaś ciężka ręka opadła na moje wątłe ramię:
– Kobieto! Oddaj lody dziecku!
Odwróciłam się. Mężczyzna po czterdziestce ściskał swój sześcioletni skarb, jedną ręką ocierał łzy, a drugą wyciągał w moją stronę w żądającym geście. Kulturalnie przeprosiłam, uśmiechnęłam się lekko, odmówiłam i skierowałam się do najbliższej ławki, by spędzić kolejne minuty w ciszy i z lodami.
– “Chciwa ciotka” – mężczyzna zwrócił się do dziecka, niemal wskazując na mnie – “chciwa i do tego okropna ciotka. No nic, jak urodzi, to zrozumie! “Kochanie, kupię ci trzy inne lody, tylko proszę, nie płacz”.
Usiadłam. Troskliwy ojciec dumnie przeszedł obok mnie, trzymając za rękę swoje dziecko z trzema lodami. Musiałam wstać, aby podnieść opakowanie po lodzie, które ojciec niedbale rzucił w moim kierunku.
Czekoladowe… Dawno nie jadłem. Szkoda, że to były ostatnie – kupiłabym wszystkie.
“Jak urodzisz, to zrozumiesz!” – słyszałam to zdanie wiele razy!
Pierwszy raz dziesięć lat temu, kiedy wybrałam się do parku z siostrą i siostrzenicą. Świętowali dzień miasta i obiecali mnóstwo zabawy, rozrywki i prezentów dla dzieci.
Jedna scena przypominała scenę jak z horroru, ale nie z imprezy dla dzieci: biedny klaun z całą torbą słodyczy bezradnie i ze strachem rozglądający się w poszukiwaniu pomocy, otoczony przez krzyczące dzieci z wyciągniętymi rękami. Kiedy okazało się, że dzieci jest znacznie więcej niż cukierków, do dzieci dołączyli ich rodzice.
Hałas, krzyki, dwie mamy kurczowo trzymające się siebie nawzajem, dzielące się ostatnim cukierkiem. Ci, którzy nie dostali słodyczy, próbowali odebrać je innym.
Niestety jedną z kobiet, która wzięła udział w walce o słodycze była moja siostra. Wręczyła cukierka swojej córce z miną zwycięzcy. “Jak urodzisz, to zrozumiesz!” powiedziała do mnie z jakiegoś powodu moja siostra, gdy zobaczyła moją wiszącą szczękę.
Przegrani głośno płakali, a zwycięzcy jedli cukierki, a ja pomyślałam, że jeśli jej córka czegoś zechce, to moja siostra będzie musiała to dla niej zdobyć, nawet w nierównej walce. Zabrać, ukraść, odzyskać… Była gotowa zrobić wszystko.
“Jak będziesz miała dziecko, to zrozumiesz!” krzyczała kobieta, która postanowiła zmienić dziecku pieluchę w tramwaju. Krzyczała to nie tylko do mnie, którą wypchnęła z siedzenia, ale także do wszystkich innych, którzy byli tym oburzeni.
W szczególnie oburzonego pasażera rzuciła środkiem higienicznym dla niemowląt. Najciekawsze było to, że kobieta wysiadła na przystanku obok ogromnego centrum handlowego, które zdecydowanie ma specjalny pokój dla matki i dziecka.
“Jak będziesz miała dziecko, to zrozumiesz!” zganiła mnie też siostra mojego narzeczonego, której nie dałam pieniędzy na jedzenie dla dziecka. Rzecz w tym, że wiedziałam na pewno, że kilka dni temu jej mąż kupił wszystko, czego potrzebowała – mój narzeczony dał mi na to pieniądze.
W sklepie, w pociągu, w przychodni, w restauracji, wszędzie – “Jak urodzisz, to zrozumiesz! “. Nawet moja matka w pewnym momencie dołączyła do tej histerii, sugerując mi, że byłoby dobrze, gdybym pomogła mojej siostrze i siostrzenicy w ich rodzinnych problemach, nie tylko moralnie, ale także finansowo. Według mojej matki, mój mąż i ja powinnyśmy im dołożyć , albo najlepiej zasponsorować wakacje…..
Moja siostrzenica jest zestresowana – jej rodzice się rozwodzą, ona musi się odstresować i zrelaksować. To ona musi się zrelaksować, a nie my, ludzie, którzy właśnie się pobrali i postanowili nie wydawać pieniędzy na uroczystości weselne, a zamiast tego zamierzali uciec od wszystkich i zrelaksować się .
“Kiedy będziesz miała dziecko, zrozumiesz!” krzyknęła do mnie matka, zaciskając usta.
Czekałam na to “urodzisz” ze strachem: a co, jeśli ja też poznam głęboko ukryte znaczenie tego zdania – “Urodzisz, a zrozumiesz!” – i zacznę walczyć o słodycze i domagać się specjalnego traktowania?
A więc urodziłam. Odetchnęłam spokojnie. Nic się nie zmieniło. Z wyjątkiem tego, że zaczęłam widywać się z moimi krewnymi znacznie rzadziej. Ale nie szkodzi, oszczędzam rodzinny budżet i komórki nerwowe. Po urodzeniu pierwszego dziecka niczego nie zrozumiałam. A przynajmniej nic, co powinnam była zrozumieć. “Nie załapałaś za pierwszym razem!” zażartował ze mnie mąż i zaproponował, żebyśmy zostali rodzicami po raz drugi. Urodziłam córkę. I nadal nie rozumiałam niczego nowego.
Moje dzieci nie pozwalają sobie na krzyki w miejscach publicznych i nie domagają się wakacji na cudzy koszt. Nie potrzebują darmowych słodyczy, a ja nie potrzebuję premii za własne macierzyństwo.
Ale nigdy nie dostałam odpowiedzi na pytanie, co powinnam sobie uświadomić. “Jak urodzisz, to zrozumiesz” – mówili wszyscy. Więc urodziłam. Ale nie zrozumiałam. Mój mąż mówi, że to dobrze, że nie zrozumiałam.
Podczas gdy ja siedziałam na ławce, jedząc moje ulubione lody i wspominając to wszystko, dziecko, któremu nie dałam ostatniego czekoladowego loda , bawiło się goniąc gołębie ku śmiechowi swojego ojca. Tak. Mój mąż miał rację – dobrze, że nigdy nie zdałąm sobie z tego sprawy.




