Przypadkiem natknęłam się na jeden z postów na Facebooku z refleksjami dorosłej córki, która stwierdziła, że pod żadnym pozorem nie byłaby w stanie wysłać matki do domu opieki, bo bardzo ją kocha.
Ale szczerze mówiąc, nie wszystko jest tak jednoznaczne. Opowiem więc swoją historię . I nie wiem, czy mam rację, czy nie i co zrobić.
Mój ojciec opuścił nas, gdy miałam cztery lata. Moja matka stała się dla mnie wszystkim: jej niekończąca się miłość, wsparcie i zachęta sprawiły, że moje dzieciństwo było szczęśliwe i beztroskie. Razem przeszłyśmy przez mój okres dojrzewania, z jego nieoczekiwanymi “niespodziankami”, takimi jak “nienawidzę siebie” i “jestem brzydka”, z moim pierwszym papierosem i moim pierwszym “dorosłym” towarzystwem. Gdyby nie mądrość mojej matki, gdyby nie jej wytrwałość…
W wieku siedemnastu lat zaszłam w ciążę. Z facetem, którego gdzieś tam poznałam. Wydawało mi się, że moje życie się skończyło. Po prostu leżałam i patrzyłam w sufit, mając nadzieję, że się zawali i pogrzebie moje bezwartościowe życie z bezwartościowym nienarodzonym dzieckiem. Jakże szlochałam na ramieniu matki po naszej szczerej rozmowie! I jak kamień spadł mi z serca, gdy powiedziała: “Już dobrze, córeczko, wychowamy. Będziesz miała wszystko w swoim życiu. Jestem tu dla ciebie! “.
W ten sposób moja mama uratowała mojego syna. A potem uratowała mnie, kiedy zaraz po porodzie trafiłam do szpitala z bardzo poważną diagnozą. Spędziłam sześć miesięcy leżąc w szpitalu, a potem kolejne półtora roku dochodząc do siebie. Przez cały ten czas wychowywała mojego syna.
Tylko moją mamę kosztowało to utratę dobrej pracy i… ukochanego, którego zamierzała poślubić. A miała tylko czterdzieści dwa lata…
Myślisz, że kiedykolwiek robiła mi wyrzuty? Po prostu była przy mnie i mi pomagała.
A ja przysięgłam sobie, że jeśli zajdzie taka potrzeba, na pewno odpłacę mamie w naturze!
Wiele lat później ona również potrzebowała mojej pomocy. To było proste. Demencja, do cholery. Silna, bystra i wciąż młoda kobieta, na naszych oczach zamieniała się w dziecko. Najpierw pierwsza “pobudka”, gdy mnie nie poznała, potem druga – gdy mama długo zastanawiała się, dlaczego tak długo mnie nie ma, choć poszłam do sklepu na pięć minut.
Potem…
Choroba postępowała szybko, a moja matka w ciągu sześciu miesięcy zamieniła się w dziecko. Nie poznawała nawet siebie w lustrze. Bez chwili wahania wzięłam długi urlop i przeprowadziłam się do domu matki po drugiej stronie miasta, aby się nią opiekować.
Nastąpiła seria trudnych dni. Rano, karmiąc matkę owsianką i patrząc, jak patrzy na mnie, modliłam się: “Rozpoznaj mnie, mamo!”. Całowałam jej dłonie i miałam nadzieję. A potem przestałam. Gdzie i w jakich odległościach błąka się twoja dusza, mamo?
Ciągle byłam senna, trzęsły mi się ręce i chciało mi się płakać. Nie mogłam zostawić mamy nawet na sekundę, nawet żeby pójść do sklepu. Przecież mieszka w niej ta inna istota, która z dziecięcą radością malowała po ścianach i z przyjemnością tłukła wazony, oglądając odłamki.
Mój mąż zadzwonił do mnie i dał mi ultimatum mówiąc, nasza córka weszła w okres dojrzewania i potrzebuje matki. Z powodu ciągłych nieobecności, zostałam poproszona o odejście z pracy. Moje życie się rozpadało, a ja stawałam się jak stara kobieta.
Lekarze mówili, że serce mojej matki jest silne i wytrzyma jeszcze długo. Ale co z moim? Nie byłam tego pewna.
Zdradziecka myśl, że moja matka powinna zostać umieszczona w dobrym specjalistycznym domu opieki, zaczęła wkradać się coraz częściej.
Ale wciąż odpędzam od siebie tę myśl, bo uważam ją za zdradę. Tak, nie jestem w stanie podjąć decyzji, ale zdając sobie sprawę, że jest to nieuniknione, płaczę w nocy w poduszkę. Ale nie mogę i nie chcę widzieć mojej mamy w takim stanie.




