Kiedy byłem mały, miałem szczęśliwą rodzinę. Było nas troje: ja, moja mama i tata. Ale stało się coś nieoczekiwanego. Moja mama trafiła do szpitala. Wkrótce nas opuściła. Tata zaczął pić. Tak bardzo starał się poradzić sobie z żałobą. Lodówka często była pusta. Chodziłem do szkoły brudny i głodny. Przestałem się uczyć.
Sąsiedzi zobaczyli co się dzieje. Powiedzieli o tym w opiece społecznej. Chcieli pozbawić mojego ojca praw rodzicielskich. Ale przekonał ich, żeby tego nie robili. Zgodzili się, ale powiedzieli, że przyjdą ponownie za miesiąc.
Po tej wizycie tata natychmiast poszedł kupić jedzenie. Potem razem posprzątaliśmy dom. Od tamtej pory mój ojciec nie pił alkoholu.
Pewnego dnia powiedział, że musi mnie przedstawić pewnej kobiecie. Nie mogłem zrozumieć, czy on już nie kocha naszej matki? Powiedział, że tak. Ale tak będzie dla lepiej, bo wtedy opieka społeczna da nam spokój.
Tak poznałem ciocię Martę. Odwiedziliśmy ją i polubiłem ją. Miała syna. Miał na imię Marek i był dwa lata młodszy. Zaprzyjaźniliśmy się.
Po powrocie powiedziałem ojcu, że ciocia Marta to dobra kobieta. Miesiąc później zamieszkaliśmy z nią.
Życie stawało się lepsze. Ale nie na długo. Wydarzyła się kolejna tragedia. Kolejna strata. Tym razem zmarł mój ojciec.
Trzy dni później pracownicy opieki społecznej ponownie przyszli do naszego domu. Zabrali mnie do sierocińca.
Ciocia Marta nie zapomniała o mnie, ciągle mnie odwiedzała i chciała zabrać z powrotem. Zbierała w tym celu dokumenty. Trwało to jednak długo i przestałem wierzyć, że ten dzień nadejdzie. Ale nagle wezwano mnie do gabinetu dyrektora i powiedziano, że mogę wrócić do domu.
Ciocia Marta i Marek czekali na mnie przy wejściu do sierocińca.
Kiedy ich zobaczyłem, nie mogłem powstrzymać łez. Przytuliłem ich mocno i zalałem się łzami. Cieszyłem się, że wróciłem do rodziny. Ciocia Marta próbowała mnie pocieszyć, a ja jej powiedziałem:
“Mamo, dziękuję, że zabrałaś mnie z powrotem do domu. Zrobię wszystko, żebyś nigdy tego nie żałowała!”
Wróciłem do domu i zacząłem chodzić do starej szkoły.
Czas mijał szybko. Skończyłem szkołę i poszedłem na uniwersytet, a potem dostałem pracę.
Marek również dobrze sobie radzi. Jesteśmy prawdziwymi braćmi, nawet jeśli nie jesteśmy braćmi z krwi.
Dorośliśmy. Każdy z nas ma swoją rodzinę. Nie zapominamy jednak o naszej mamie. W każdy weekend przyjeżdżamy do niej, a ona częstuje nas swoimi pierogami. Mama dobrze dogaduje się z naszymi żonami. Są jak przyjaciółki.
Zawsze będę wdzięczny Bogu za to, że w moim życiu pojawiła się mama Marta . Nie wiem, gdzie bym był i kim bym był bez niej.
Jestem wdzięczny mojej mamie za wszystko, co zrobiła i nadal robi. Cieszę się, że ją mam.
Co sądzisz o tej historii?




