Przez długi czas mieszkałam sama, byłam tylko ja i kot. Przyzwyczaiłam się więc do tego, że w domu nie czekał na mnie nikt poza nim. Wiedziałam, że tylko ja mogę otworzyć sobie drzwi, za którymi czeka na mnie mój kot.
Ale …..wyszłam za mąż. Zwykle wracam z pracy później niż mój mąż. Nabrałam więc nawyku dzwonienia do drzwi.
Na początku bałam się, że będzie zły. Ale nie!
Otworzył drzwi, wziął torbę z moich rąk, pocałował mnie. Pomógł mi zdjąć płaszcz.
Byłam nie tylko zadowolona, ale i nieskończenie szczęśliwa.
To takie miłe, gdy ukochany mężczyzna czeka na ciebie w progu, przytula, całuje… Patrzy w oczy… Pyta czy jesteś zmęczona…
Z czasem zapomniałam o istnieniu własnego klucza – naciskam przycisk i nasłuchuję zbliżających się kroków. Wpadam w jego ramiona i mówię:
-Kocham cię, tak bardzo cię kocham!.
I to by było na tyle! Nie potrzebuję więcej szczęścia. Ważne, że ktoś zawsze czeka na mnie w domu. Rozumiesz?
Życzę ci tego samego!




