Otwieram drzwi i zmęczona opadam na krzesło, by w końcu zdjąć buty i założyć kapcie, choć i na to nie mam siły. W pracy jest ostatnio koszmarne i nie mam energii na nic. Wchodzę do pokoju, witam się z mężem i po prostu padam na sofę, żeby poleżeć przynajmniej 5 minut.
Niecałe 2 minuty później słyszę dzwonek telefonu i głos mojego męża, który już podniósł słuchawkę.
– Tak, mamo! mówi radośnie, Jeszcze nic nie jadłem…. Och, właśnie wróciła z pracy, ale jak widzę, nie zamierza nic gotować….. Ugotowałaś moje ulubione klopsiki? Poczekaj, wkrótce będziemy u ciebie!
Już czuję, jak walczą we mnie dwa uczucia naraz – agresja i zmęczenie. Tymczasem mój radosny mąż opowiada mi o rozmowie z mamą, a gdy zauważa, że milczę, zaczyna wyliczać wszystkie dania, które przygotowała dla ukochanego synka na obiad.
W tym miejscu chciałam zrobić retoryczną dygresję i zadać Ci pytanie: Co byś zrobiła na moim miejscu?
Opcja 1. Uderzyć go w twarz
Opcja 2. Zacząć prawić jemu i jego mamie “komplementy”.
Opcja 3. Zacząć wygłaszać wykład o tym, że czasami mężczyźni też powinni gotować.
Wybrałam opcję 4 i poszłam z mężem do domu jego mamy. Nie chciałam być sama i byłam zbyt głodna.
Potem było pięć podobnych przypadków, w których zaczęłam próbować innych opcji, ale żadna z nich nie działała na niego i nadal chodziliśmy do jego matki.
Po kilku takich wyjściach złożyłam pozew o rozwód. Mój mąż i teściowa przez długi czas próbowali mnie przekonać, żebym się opamiętała i zmieniła zdanie, ale zdecydowałam, że to koniec i nie będę tego dłużej znosić.
- Dwa lata później poznałam mojego nowego męża, z którym, nawiasem mówiąc, gotujemy na zmianę!




