To była pierwsza komunia mojego chrześniaka. Jak zwykle wszyscy zostali zaproszeni na samą ceremonię jaki i na imprezę po. Bardzo długo zastanawiałam się nad prezentem. Chciałam podarować mu coś naprawdę potrzebnego. Ja kiedyś ucieszyłabym się z każdego drobiazgu….. ale oczywiście czasy się zmieniły i teraz trudno jest zaskoczyć kogoś fajnym i oryginalnym prezentem.
Zastanawiałam się nad różnymi opcjami na prezent: rower, konsola do gier, przybory szkolne lub pieniądze. Zdecydowałam się na ostatnią opcję. Trudno zadowolić dziecko, lepiej dać mu pieniądze, a kupi sobie to, czego naprawdę chce. Przynajmniej tak myślałam.
Kiedy zdecydowałam, że dam mu pieniądze, musiałam zdecydować ile. Oczywiście chciałam dać mojemu chrześniakowi dużo z tej okazji. Ale zdałam sobie sprawę, że nie mam takiej możliwości. Urodziło mi się dziecko, a to nie jest mały wydatek. Remontujemy też nowe mieszkanie, aby jak najszybciej wyprowadzić się od moich rodziców i tam inwestujemy wszystkie nasze pieniądze.
Poza tym ja nie pracuję, mąż utrzymuje mnie i dziecko. Po konsultacji zdecydowaliśmy, że podarujmy mojemu chrześniakowi pewną kwotę pieniędzy. Wierzyłam, że te pieniądze jego rodzice będą mogli wykorzystać na zakup rzeczy potrzebnych dziecku.
W każdym razie przyszliśmy z mężem na komunię mojego chrześniaka, a potem poszliśmy na imprezę. Dałam chrześniakowi kopertę. Wszystko było w porządku, dopóki rodzice mojego chrześniaka nie zajrzeli do koperty. Gdy zobaczyli, ile dałam, po prostu mnie zawstydzili. Powiedzieli, że jako matka chrzestna jestem zobowiązana dać więcej. Byłam w osłupieniu. Swoim oburzeniem podzielili się z prawie wszystkimi gośćmi i wspólnymi znajomymi. Opowiedzieli mi o tym. Rodzice mojego chrześniaka powiedzieli, że jestem bardzo chciwą kobietą i skrzywdziłam ich dziecko .
Nadal jestem w szoku po tej sytuacji. Nie wiem, czy dałam wystarczająco dużo, czy nie…..




