Postanowiliśmy stopniowo przyzwyczajać naszą córkę do przedszkola, aby mogła się przystosować bez niepotrzebnego stresu, więc jej pierwsza wizyta w przedszkolu trwała godzinę. Z każdym dniem wydłużałam ten czas, aż w końcu zostawała tam do obiadu. Wszystko szło dobrze. Potrafiła zaprzyjaźnić się z dziećmi i była posłuszna . Problemy pojawiały się dopiero, gdy zabierałam ją do domu.
Zwykle o tej porze była bardzo zmęczona, chciała spać.
Pewnego dnia wracaliśmy do domu, a ona zaczęła być strasznie niegrzeczna. Położyła się na zimnym asfalcie i zaczęła krzyczeć, że chce na ręce. To był pierwszy raz, kiedy to zrobiła. Miałam w rękach dużą, ciężką torbę, więc nie mogłam wziąć jej na ręce, żeby ją trochę uspokoić. Chciałam ją podnieść i uspokoić, ale jak?
Nie wiedziałam, co robić, nieważne, jak mocno ciągnęłam córkę, nieważne, jak bardzo prosiłam. Poprosiłem ją, żeby przestała i powiedziałam, że wkrótce wrócimy do domu. Ale nie zrobiła tego, bez względu na to, jak mocno prosiłam. Wszystko na nic. Ale oto pojawił się pewien człowiek. Wyglądał tak dobrodusznie, uśmiechnął się do mnie i powiedział:
-Taka piękna dziewczynka na ziemi! Och, potrzebuję kogoś takiego jak ty! Od razu cię zabiorę!
Natychmiast wstała, chwyciła mnie mocno za rękę i powiedziała:
-Mamo, chodźmy szybko do domu!
Przez całą drogę do domu szła w milczeniu i ciągle się odwracała, by sprawdzić, czy mężczyzna za nami idzie. Oczywiście, że nie. To dało to mojej córce nauczkę.
Potem moje dziecko stało się złote . Czasami bywa kapryśna, ale tak rzadko, że to tylko radość. A ja wyrobiłam sobie nawyk mówienia za każdym razem, gdy widzę rozhisteryzowane dziecko:
-O, jaka piękne dziecko. Potrzebuję takiego! Wezmę je dla siebie!.
I wiesz, to naprawdę działa nie tylko na moje dziecko!




