Kilka miesięcy temu kupiłem własne mieszkanie. Ciężko na nie pracowałem i włożyłem w to wiele wysiłku. Byłem naprawdę zmęczony życiem w wynajmowanych mieszkaniach, więc musiałem wziąć kredyt. Obliczyłem wszystkie swoje dochody i wydatki i zdałem sobie sprawę, że dopóki nie będę miał własnej rodziny, mogę sobie pozwolić na stopniową spłatę kredytu. Lepiej spłacać kredyt na własny dom, niż płacić innym za wynajmowane mieszkanie.
Do tego czasu pomagałem mojemu młodszemu bratu opłacać studia i pokrywać koszty utrzymania. Wszystkie te wydatki na mojego brata były dobrowolne, naprawdę chciałem pomóc moim rodzicom, zmniejszyć ich problemy finansowe. Trwało to przez 2 lata. Wczoraj, kiedy zebraliśmy się przy stole, powiedziałem rodzicom i bratu, że kupiłem własne mieszkanie. Nawet jeśli było małe, było moje. Teraz pozostała tylko jedna rzecz do zrobienia. Spłacić kredyt. Ostrzegłem ich, że nie będę już w stanie pomagać bratu w opłacaniu studiów i pokrywaniu bieżących wydatków. Myślałem, że moi rodzice i brat będą ze mnie zadowoleni, ale nie stało się tak, jak myślałem.
Rodzice zaczęli mi zarzucać, że nie stać ich nawet na wakacje. Powiedzieli, że kupno mieszkania to bardzo samolubne posunięcie. Mój brat powiedział mi nawet, że jestem złym bratem, bo zostawiłem go, by mieszkał z rodzicami w dwupokojowym mieszkaniu. Że pozbawiłem go nowego telefonu i wolnego czasu. Dopiero po tej kłótni zacząłem myśleć, że moja rodzina dzwoni do mnie tylko wtedy, gdy czegoś ode mnie potrzebuje. A tym czymś są pieniądze. Zastanawiałem się tylko, co takiego zrobiłem, że zasłużyłem na takie traktowanie. Dlaczego zareagowali na tę sytuację w ten sposób, dlaczego razem ze mną się nie cieszyli?




