Urodziłam córkę w 2016 roku. Rok wcześniej rodzice mojego męża zginęli w wypadku samochodowym. Od tego czasu moje dziecko ma tylko jedną babcię – moją matkę. Po urodzeniu córki zaproponowano mi dobrze płatne stanowisko w pracy . Długo rozmawiałam o tym z mężem. Ponieważ potrzebowaliśmy wtedy pieniędzy, zgodziłam się.
Zaczęłam pracować, gdy moja córka miała 6 miesięcy. Wtedy zaczęłam szukać niani do pomocy. Zaproponowałam to mojej mamie. Miała opiekować się moją córką, a ja płaciłabym jej pensję. Została więc z wnuczką, aż ta skończyła 2 lata. Wszystko było w porządku, świetnie sobie radziła i wydawało się, że sprawia jej to przyjemność. Zwłaszcza, że nie było to obce dziecko, ale jej wnuczka.
Czasami zabierała moją córkę i dwoje innych wnucząt i jechali na weekend do naszego domu na wsi. Później mama dostała inną propozycję pracy i ją przyjęła. Odwiedzała nas coraz rzadziej. Przeważnie wpadała raz w miesiącu w weekendy, żeby nas odwiedzić. Potem raz na 2 miesiące, a następnie na 3 miesiące. Jeśli potrzebujemy pomocy, czy to w odebraniu dziecka z przedszkola, czy zabraniu go do lekarza, moja mama zawsze jest w pracy.
Musiała mieć dość wnuczki przez 2 lata. Z jednej strony ją rozumiem. Chce mieć życie , a nie cały czas siedzieć w domu z wnukami. Zwłaszcza, że ma 5 wnuków. Spędzanie całego czasu z małymi dziećmi też nie jest łatwe. Ma własny duży dom z ogrodem. Tam też trzeba spędzać dużo czasu. Ale chcę ją widywać trochę częściej. Tęsknię za nią.
Czasami nawet zazdroszczę ludziom, którzy mają lepszy kontakt z matką. Ich dzieci mają babcię, która chce z nimi siedzieć. Zawsze znajdzie się ktoś, kto zostanie z dzieckiem.
Zastanawiam się, dlaczego niektórzy dziadkowie nie chcą skorzystać z tak wspaniałych możliwości. Chciałabym, żeby ktoś z moich krewnych mi pomógł i czasami zajął się moim dzieckiem.
Generalnie czekamy, aż babcia przejdzie na emeryturę i wtedy mam nadzieję, że będę ją częściej widywać. I może będzie spędzać więcej czasu ze swoimi wnukami.




