Mój mąż ma pewną tradycję – w piątkowe wieczory idzie do garażu. Lubi siedzieć sam, pić piwo i myśleć. Ja zostaję sama w domu. W te wieczory zawsze pozwalam sobie na pełen relaks. Zamawiam jedzenie, żeby nie musieć gotować, włączam ulubiony serial i nalewam sobie lampkę wina. Bawię się równie dobrze jak mój mąż.
Pewnego piątku postanowiłam zadzwonić do przyjaciela mojego męża, Roberta. Nie myślcie sobie, on po prostu pracuje jako kurier w firmie dostarczającej sushi. Nie odmówił mi i powiedział, że przywiezie moje zamówienie o dwudziestej. Czekałam na niego i piłam wino. Pomyślałam, że nie chcę mu otwierać w domowych ciuchach. Ubrałam się ładnie, zrobiłam makijaż. Chciałam, żeby znajomy męża nie myślał, że jestem jakąś szarą myszką, tylko piękną kobietą, która wygląda atrakcyjnie i jest zadbana.
Wtedy zadzwonił dzwonek do drzwi. Robert przyniósł moje zamówienie. Zaprosiłam go, aby usiadł i zjadł ze mną kolację, ponieważ zamówienie było dla dwóch osób, a męża nie było. Z radością do mnie dołączył. Piliśmy wino i jedliśmy sushi. A potem mój mąż wrócił z garażu.
Kiedy zobaczył nas razem, był bardzo spięty. Oczywiście. Jak można nie być spiętym, kiedy wchodzi się do domu, a żona je kolację z przyjacielem, pije wino i widać, że jest przygotowana na to spotkanie.
Po tej sytuacji mój mąż stracił ochotę na wieczorne wyjścia do garażu. Zaczął spędzać ten czas ze mną.
Tak więc wszystkie kolejne razy jadłam sushi i piłam wino z mężem.




