Niedawno mój mąż Andrzej i ja pobraliśmy się. Tak się złożyło, że mieliśmy jedno wesele, ale będziemy musieli zapłacić za dwa…
Moja teściowa wydawała się miłą i uprzejmą kobietą jeszcze zanim zaplanowaliśmy nasz ślub, ale gdy tylko ogłosiliśmy, że się pobieramy, zmieniła się w zołzę. Od razu zdecydowaliśmy, że wesele odbędzie się w restauracji, ale jego matka była przekonana, że powinniśmy zorganizować je w namiocie, na dworze.
Mieli zwyczaj- wszyscy w rodzinie brali ślub w namiocie, na własnym podwórku. I wiesz, zrozumiałabym jej pragnienie, gdyby każde małżeństwo było długie i szczęśliwe, ale 3 na 4 małżeństwa rozpadły się albo przed narodzinami pierwszego dziecka, albo po, więć my nie mieliśmy robić tam NASZEGO wesela, więc wielokrotnie odmawialiśmy wszystkim jej namowom i prośbom, ale ona zdawała się nic nie słyszeć i nawet zaczęła przygotowywać podwórko, ale postanowiliśmy to zignorować.
W dniu ślubu mój mąż dostał telefon od swojej matki:
-Przyjedź do mnie. Cała nasza rodzina na ciebie czeka!.
Powiedział jej , że nie ma czasu. A ona też powinna się zbierać , bo przegapi najważniejsze wydarzenie w życiu swojego syna, i że namiot nie wchodzi w grę. A ona się obraziła i nie przyszła na wesele.
Mój mąż początkowo był zdenerwowany, ale przypomniałam mu, że to nasz dzień, więc wszystko będzie dobrze. I tak się stało, mieliśmy wspaniałe wesele i byliśmy zadowoleni.
Kilka dni później jego mama zadzwoniła do nas , a potem przysłała nam rachunek za jedzenie wydane na bankiet w namiocie. Odmówiliśmy zapłaty, a po kilku kolejnych tygodniach jej telefonów kwota jeszcze wzrosła , jego matka dodała szkody moralne, własną pracę i pieniądze wydane na przygotowanie namiotu.
Zastanawiamy się więc, co zrobić, zapłacić za wesele, na którym nie byliśmy? A może powinniśmy zorganizować urodziny teściowej (zbliżają się) w restauracji bez zapraszania jej, a potem obciążyć ją rachunkiem?
Co byście zrobiły w takiej sytuacji?




