Któregoś dnia poszłam do sąsiadki po ziele angielskie – robiłam przetwory z pomidorów na zimę, ale niestety zabrakło mi przyprawy.
U sąsiadki była jej młodsza siostra Maria, którą widziałam najwyżej pięć razy w ciągu dwudziestu lat mojej znajomości z sąsaidką. Wyobraźcie sobie moje zdziwienie, gdy obok Marii zauważyłam zwinnego dwuletniego chłopca
Siostra mojej sąsiadki była czymś zmartwiona, jej oczy były smutne i zapłakane. Szczerze mówiąc, wyglądała na bardzo zmęczoną i zaniedbaną – odrosty na włosach, lakier do paznokci był w niektórych miejscach odpryśnięty, brwi były zarośnięte i nie miała makijażu.
Jako weteranka instytucji małżeńskiej z dwudziestopięcioletnim doświadczeniem i matka dwójki dzieci, zostałam poproszona o pomoc.
Maria miała 37 lat. Wyszła za mąż w wieku 23 lat, zaraz po ukończeniu studiów pedagogicznych. Jej mąż jest od niej o 5 lat starszy, pracował najpierw jako przedstawiciel handlowy, a następnie założył własny mały sklep.
Po ślubie Maria urodziła swoje pierwsze dziecko , a dwa i pół roku później dowiedziała się, że jest w ciąży z drugim. Nie miała nikogo do pomocy przy dzieciach, więc poszła na urlop wychowawczy.
A kiedy nadszedł czas, aby wróciła do pracy, okazało się, że szkoła, w której pracowała po ukończeniu studiów, została zamknięta. Gdy Maria szukała nowej pracy, okazało się, że jest w ciąży z trzecim dzieckiem.
Teraz stała się matką trójki dzieci, z wieloma obowiązkami i niewielką pomocą. A kiedy jej trzecia córka skończyła sześć lat i nadszedł czas, aby poszła do szkoły, Maria miała szczęście – dostała pracę jako nauczycielka. Pracowała jednak tylko przez miesiąc i wylądowała w szpitalu, gdzie okazało się, że znów jest w ciąży!
I tak Maria została matką czwórki dzieci. Przez całe życie zajmowała się praniem, sprzątaniem, prasowaniem i innymi pracami domowymi. Straciła pewność siebie, nabawiła się kompleksów i lęków, uważała się za głupią kobietę, która się nie rozwija.
Wczoraj były urodziny jednego z jej dzieci i jej krewni przyjechali w odwiedziny. Maria przygotowała wspaniały poczęstunek, jak zawsze.
– Siedzimy przy stole, jemy. Podczas rozmowy mój mąż nazwał mnie pokojówką, przy dzieciach i wszystkich krewnych. I to po tym, jak przez 14 lat oddawałam całą siebie rodzinie i dzieciom – Maria rozpłakała się.
Wróciłam do pomidorów, ale myślałam o siostrze sąsiadki. Dlaczego macierzyństwo zostało tak zdewaluowane w społeczeństwie? Sama mam dwójkę dzieci, ale urodziły się w trudnych czasach, a wtedy nie miałam wyboru – musiałam zarabiać, żeby przeżyć. Ale gdybym miała taką możliwość, na pewno nie oddałabym ich teściowej , tylko sama się nimi zajęła – to taki cudowny czas, kiedy są małe i dopiero uczą się siebie i całego świata… A jak podrosną, to można pracować.
A w przypadku Marii? Ma czwórkę dzieci, do tego męża i obowiązki domowe. Kiedy ma mieć czas na pracę?
Jednak uważam, że przesadza. Mąż nie wysyłał jej do pracy, tylko przynosi pieniądze do domu. Powiedział o pokojówce, bo był zmęczony albo miał ciężki dzień.
Wydaje mi się, że te wszystkie kompleksy są w jej głowie, jest zmęczona i czuje, że się nie spełniła. Pomoc psychologa w tym przypadku mogłaby poprawić jej życie.
Co o tym sądzicie? Piszcie w komentarzach!




