Czytałam wiele życiowych i ciekawych historii, więc postanowiłam podzielić się z Wami moją własną – jak małe zmiany w codziennym życiu zharmonizowały nasze podejście do siebie nawzajem i przeniosły nasze relacje na nowy poziom.
Mój mąż i ja jesteśmy małżeństwem od dziesięciu lat.
Zaczęliśmy spotykać się jeszcze w szkole, oboje byliśmy nieśmiali i nie mieliśmy wcześniejszego doświadczenia w relacjach intymnych. Do wszystkiego doszliśmy później, jak to mówią, metodą prób i błędów. Te ostatnie były bardziej powszechne. Jak ślepe kocięta, my również odkrywaliśmy własne granice. Było ich zbyt wiele. Nie wiem dlaczego, ale niektóre z nich przenieśliśmy w dorosłość.
Czasami łapałam się na tym, że robiłam wszystko na pokaz i kierowałam się tym, co powiedzą ludzie, co pomyśli o mnie mój mąż, że będę starała się być bardziej zrelaksowana i uwodzicielska.
Kiedy przeprowadziliśmy się ze wsi do miasta, zabraliśmy ze sobą wiele stereotypów i uprzedzeń. Kiedy byliśmy młodzi, nie wolno nam było robić prawie niczego, ponieważ baliśmy się, że staniemy się rozrzutni i niepoważni. Spowalnialiśmy się nawzajem nawet w najdrobniejszych rzeczach i prawie oszaleliśmy. Byliśmy młodzi, ale żyliśmy jak starzy ludzie.
Największym luksusem, na jaki mogliśmy sobie pozwolić, było wyjście do kina lub świętowanie urodzin w pizzerii. Nie wiem, do czego by nas to doprowadziło, ale po tych latach spędzonych razem doszliśmy do wniosku, że żyjemy ze sobą bardziej z przyzwyczajenia i już dawno straciliśmy intensywność naszych relacji, ich treść i subtelną więź.
Nikt z nas nie mówił głośno o rozwodzie, ale wszystko zaczęło jawić się w czarno-białych barwach. Nie odważyliśmy się na radykalne rozstanie, ale każde z nas zaczęło żyć jak w swojej własnej skorupie. W naszych relacjach od dawna wszystko było nijakie i monotonne. Często wyobrażałam sobie, że mój mąż ma romans, a jego denerwowała moja wybredność i nieufność.
Bliska przyjaciółka pomogła mi uratować moje małżeństwo.
Pewnego dnia, na moje urodziny, podarowała mi “Romantyczny zestaw”. Zawierał on wiele drobiazgów. Świece zapachowe, kadzidełka, miękkie kajdanki, opaska na oczy, olejki eteryczne, peeling do ciała, krem zapachowy do masażu – nawet nie pamiętam, ile dziwnych rzeczy tam było. Ale głównie dała mi piękne włoskie pończochy z wysokimi ażurowymi gumkami i butelkę drogiego włoskiego wina. Trafiła w dziesiątkę!
Od tego wieczoru zaczęło się nowe życie małżeńskie. Nasze oczy zaczęły płonąć jak dawniej, spieszyliśmy się, aby wrócić do domu z pracy, a ja przygotowywałam się do naszych wieczornych randek z wielką starannością, wypełniając dom kwiatami, świecami, przyjemną muzyką i dobrym jedzeniem.
Czy to nie cud, że znów byliśmy razem? Gdybym wcześniej wiedziała, że przez tyle lat brakowało nam tylko drobiazgów, nie tracilibyśmy tyle czasu. Ale to było doświadczenie, które było również potrzebne z jakiegoś powodu, przynajmniej chcę w to wierzyć! Teraz musimy dogonić naszą młodość i być hojni dla siebie nawzajem i dla siebie samych, nawet w najmniejszy sposób, co doprowadzi do radykalnych i znaczących zmian na lepsze!




