…Otrzymałam tytuł licencjata i szczęśliwa pobiegłam do domu. To było ogromne osiągnięcie, spełnienie marzeń. Nawet w szkole, kiedy otrzymałam świadectwo z czerwonym paskiem, nigdy nie czułam się tak szczęśliwa, dumna i zainspirowana. Dyplom sprawił, że poczułam, że mogę przenosić góry!
Niedaleko domu, w kawiarni na tarasie, siedziały razem moja mama i matka chrzestna. Piły kawę i rozmawiały o pracy. Podbiegłam do nich, usiadłam na siedzeniu i wyciągnęłam dyplom, popisując się nim. Mama spojrzała na mnie sucho i zapytała, dlaczego nie wyniosłam śmieci Śmieci! Zaczęłam mówić coś o tym, że dziś jest mój szczęśliwy dzień i zaraz je wyniosę, ale ona tylko krzyknęła jeszcze głośniej W żaden sposób nie skomentowała dyplomu. Nawet mnie nie pochwaliła. Wróciłam do domu zapłakana…
Wiele osób pyta mnie, dlaczego nie lubię mojej matki. Odpowiedź jest oczywista. Bo przez całe dzieciństwo słuchałam tylko wyrzutów i obelg. To ja byłam winna temu, że ojciec odszedł, że nadal się z nim kontaktuję, że przeze mnie nie wyszła ponownie za mąż i nie ułożyła sobie życia… Lista nie ma końca. Obwinia mnie nawet o nadwagę – mówi, że to przeze mnie jest zestresowana i przybiera na wadze.
Nie rozumiałam dlaczego. Dobrze mi szło na studiach, nie wpadłam w złe towarzystwo. Nie byłam wzorową córką, ale na pewno nie byłam złą córką… Tak, po prostu byłam przeciętną nastolatką. Zawsze starałam się zadowolić matkę. Starałam się robić wszystko, o co prosiła. Byle tylko nie słuchać jej obelg. I strasznie się jej bałam. Nie byłam tak silna jak teraz, żeby ignorować jej napady złości. Każde jej słowo bolało, sprawiało, że płakałam i marzyłam o szczęśliwym dniu, kiedy wyjdę za mąż i opuszczę jej dom.
Historia mojego dyplomu to tylko jeden z przykładów wielu nieprzyjemnych okoliczności, które złożyły się na moje dzieciństwo i dorastanie. Nie lubiłam mojej matki. Nawet gdy wracam myślami do dzieciństwa, nie pamiętam żadnych pozytywnych uczuć wobec niej.
Pamiętam strach, ból i nienawiść – nic więcej. Często teraz myślę, że lepiej byłoby mi w szkole z internatem. Życie z matką, która cię nie kocha, jest o wiele trudniejsze niż życie bez niej. Przekonałam się już o tym na własnej skórze.
Nic więc dziwnego, że dziś nie figuruje w moim telefonie jako mama czy mamusia, jak jest u wielu osób, ale po prostu Monika Kwiatkowska. Jest dla mnie obca. Wybaczyłam jej zepsute dzieciństwo, nie chowam urazy i nie narzekam. Chcę tylko, żeby ta osoba pojawiała się w moim życiu jak najrzadziej. Wiem jak strasznie to brzmi, ale jestem sierotą z żyjącą matką. Już jej nie mam. Jedyną osobą, która mi została, jest Monika Kwiatkowska, kobieta, która mnie urodziła.
P.S.
Mam starsze dzieci. Zawsze dawałam im miłość i czułość. A one oddają mi to w pełni, wykładniczo. Nawet nie myślą o kopiowaniu mojego zachowania wobec matki, jak wiele osób zapewne napisze tutaj w komentarzach. Ja jako mama je uwielbiam, rozumiem, słucham, wspieram, chwalę.
Ostatnio moja 15-letnia córka powiedziała do mnie: “Mamo, dziękuję ci za to, że wyrosłam na normalną osobę. Bardzo cię kocham”.
Nie ma nic cenniejszego niż te słowa… Zdaję sobie sprawę, że do tej pory wszystko robię dobrze.




