Moja matka myśli, że oszukałam ją w kwestii spadku.

Moja matka myśli, że oszukałam ją w kwestii spadku. Ale mam mieszkanie nie bez powodu. Kupiłam je od mojej babci. Jednak nie zapłaciłam jeszcze wszystkiego.

Dla mojego bezpieczeństwa babcia wystawiła pełnomocnictwo na moje nazwisko, zaraz po spłacie pierwszej raty. Miałam plan ratalny na dziesięć lat, dwa tysiące miesięcznie. Ta umowa była ustna. Teoretycznie później mogłam w ogóle nie wywiązywać się z tych zobowiązań, ale sumienie mi na to nie pozwalało. Mieszkaliśmy razem. Codzienne potrzeby, leki, opieka nad babcią – to wszystko było na moich barkach.

Babcia otrzymywała emeryturę. Pieniądze, które jej dawałam, wydawała według własnego uznania: oszczędzała, a potem pomagała mojej młodszej siostrze lub mamie. Pomoc polegała na organizacji wesela, remoncie domu mamy, kupieniu dobrych prezentów. O nic nie prosiłam i nie miałam o to pretensji. Moim zadaniem było danie babci pieniędzy, nie obchodziły mnie ich dalsze losy.

W pewnym momencie zmarła moja babcia.

Z jakiegoś powodu moja matka myślała, że reszta mojego zobowiązania wobec babci przeszła na nią. Zaczęła domagać się zapłaty, a jej zachowanie niczym nie różniło się od bezczelnych windykatorów: dzwoniła  w nocy, przychodziła  o szóstej rano… Po mojej setnej odmowie zapłaty zaczęła opowiadać wszystkim bajki: że mam drugi dom, który zdobyłam oszustwem i który zajmuję.

Moja siostra stanęła po mojej stronie, wskazując, że moja matka się myli: z grubsza rzecz biorąc, otrzymała już wszystko, co było jej należne zgodnie z prawem. Biorąc pod uwagę fakt, że babcia i tak nie planowała zostawić domu córce, remonty, wakacje, sprzęt AGD i meble – to, co kupiła za pieniądze moje/mojej babci było wystarczającą rekompensatą za spadek, którego nie otrzymała.

Ale matka była uparta: oszukałam ją w kwestii dziedziczenia i tyle. To znaczy, kiedy jej matka potrzebowała pomocy i pieniędzy na lekarzy i lekarstwa, nic nie robiła. Płaciłam za babcię i to było w porządku. Wiedziała z góry, że jestem właścicielką tego mieszkania. Ale nie przeszkadzało jej to przez tyle czasu. A teraz chce je z powrotem. Krewni i przyjaciele dzwonią do mnie. Zawstydzają mnie. Mówią mi wprost, że muszę przeprosić kobietę, która mnie urodziła i oddać jej klucze. W końcu to ona mnie wychowała. Ci najbardziej lojalni proponują sprzedaż nieruchomości i podzielenie zysków na trzy części – dla mnie, mojej siostry i naszej matki. Co za spryciarze!

Jeśli zsumować wszystko, co wydałam w tym czasie, to prawie cały koszt mojego mieszkania ! I nie liczę rekompensaty moralnej. Bardzo trudno dogadać się ze starszą osobą, niełatwo ją zadowolić, łatwo urazić najmniejszym słowem. A co z życiem codziennym? Ani razu nikt nie przyszedł i nie ugotował garnka zupy dla mojej babci! Nawet kiedy leżała, a ja biegałam rozdarta między szpitalem a pracą! A teraz robi się ze mnie chciwą, podstępną i pozbawioną zasad osobę, która dba tylko o własne dobro!

Postanowiłam się przeprowadzić, byłam zmęczona siedzeniem i czekaniem na pukanie do drzwi co minutę. Wystawiłam ogłoszenie na sprzedaż. Nie wiem, jak wszyscy się o tym dowiedzieli, ale moja matka poprosiła rodzinę o pożyczenie dużej sumy pieniędzy. Obiecała, że wszystkim odda. A ja jako porządna córka miałam jej dać duży rabat. Niestety…

Zmiana numeru telefonu nie pomogła, musiałam się przenieść, gdy klienci kupili mieszkanie. Nikomu nic nie dam. Chociaż w głębi duszy jest cień wątpliwości, że powinnam dać jej i mojej siostrze część pieniędzy. Ale nie chcę. Nie zasługują na to…

Czy mam rację?

Rate article
Wyznaj Sekret
Moja matka myśli, że oszukałam ją w kwestii spadku.