Moja córka wkrótce skończy 26 lat. Jest dorosła, ale ma umysł nastolatki. I to ja jestem wszystkiemu winna.
Piszę ten list, aby dowiedzieć się, czy możecie mi coś doradzić. Jednocześnie możecie mi powiedzieć, czy podjęłam właściwą decyzję, ponieważ moja serce cierpi. Jestem zmęczona jej brakiem niezależności i niewdzięcznością. Kazałam jej się wynieść z mojego domu, jak tylko jej dziecko pójdzie do przedszkola, a ona do pracy.
Teraz pozwolę sobie rozwinąć. Moja córka nigdy nie była mi posłuszna. Zawsze robiła to, co chciała. Spotykała się z facetem. Od razu było widać, że to kobieciarz. Ostrzegałam ją, mówiłam, żeby się nie spieszyła i nie wierzyła w jego obietnice. Ale kto by mnie słuchał? Słyszałam tylko, że jestem złą matką, że nie chcę, żeby była szczęśliwa. I co ? Zostawił ją, gdy tylko dowiedział się, że jest w ciąży. Wyjechał nawet z miasta, gdzieś daleko.
To była jej decyzja, żeby zatrzymać dziecko. Nie miałam nic do powiedzenia. Urodziła i od razu zgłosiła roszczenia. Teraz jestem nie tylko złą matką, ale i bezużyteczną babcią. Za dużo czasu spędzam w pracy, zbyt mało opiekuję się wnuczką. A jak będziemy żyć tylko z jednej wypłaty? Córka była przyzwyczajona do dobrego życia, dostawała grosze w pracy i wydawała je tylko na siebie. Teraz chce tego wszystkiego dla siebie i dla dziecka i nie obchodzi ją, jak ja na to zdobędę pieniądze.
Pomyślałam o tym i zdecydowałam, że to moja wina. Moja córka nigdy nie była w pełni samodzielna i muszę ją tego nauczyć. Oczywiście będę się bardzo martwić, ale ona musi stać się dorosła. Oczywiście oznajmiłam jej to w ferworze kłótni, ale ona z radością się zgodziła. Powiedziała, że od dawna marzyła o życiu osobno. I słusznie: dzieci, które mieszkają z rodzicami, nigdy nie staną się dorosłe. Zobaczymy, jak sobie poradzi beze mnie.




