Pewnego dnia otrzymałam telefon od mojego byłego już męża……
Nasz związek wyglądał tak, że to ja wykonywałam całą pracę w domu, zakupy itp., a on cieszył się z bycia moim facetem. Jego miłość nie była tym czego potrzebowałam, chciałam partnerskiego i szczerego związku, a on potrafił kochać tylko siebie , a mnie chciał posiąść, a nie kochać.
Jeśli sprzeciwiałam mu się w pewnych sprawach, jeśli nie chciałam być mu posłuszna, robił afery i krzyczał, że ciągle doprowadzam go do szału i szedł do mamy, a ja biegałam i przepraszałam, czując się winna. Głupia byłam.
Nasz związek stał się tak absurdalny, że czasami czułam się jak wariatka.
Na przykład siedzieliśmy w parku, a on powiedział mi, że pojutrze wyjeżdża do Niemiec do pracy na 3 miesiące. Wyobraź sobie, pojutrze, a ja, jego żona, dowiedziałam się o tym ostatnia. Długo płakałam i prosiłam, żeby tego nie robił. Potem się uspokoiłam i zapytałam go:
-Nie będziesz za mną tęsknił?, a on odpowiedział:
-Cóż, przykro mi.
Nienawidziłam go za to, że mi to robił i obiecałam sobie, że żaden mężczyzna nigdy więcej mi tego nie zrobi .
Dzwonił do mnie codziennie i mówił, że zarabia pieniądze na nasze wspólne życie, a ja mu wierzyłam, dopóki nie spotkałam go na targu i nie dowiedziałam się, że przez cały ten czas mieszkał z matką. Zdecydowałam, że żadna ilość kłótni i napadów złości nie uratuje naszego związku, więc powiedziałam krótko:
-Składam pozew o rozwód.
Przez jakiś miesiąc przed rozprawą dostawałam od niego listy i SMS-y o jego wielkiej miłości, a potem o tym, że jestem obrzydliwą kobietą i tak dalej. Potem próbował mnie przekonać, ale jak możesz sobie wyobrazić, to nie zadziałało, szybko opuściłam sąd, ignorując jego prośby o drugą szansę i zapewnienia, że się zmieni.
Z czasem wszystko zaczęło się układać. Zaczęłam zapominać o mężu, aż zadzwonił do mnie z prośbą o pożyczenie pieniędzy, bo wyjeżdża do pracy za granicę . Nie odmówiłam, bo byliśmy ze sobą tak długo, że przez wzgląd na to chciałam mu pomóc.
Kiedy wrócił , poprosił mnie o spotkanie, a ja nie miałam nic przeciwko. Dał mi drogi telefon, a ja długo odmawiałam, ale powiedział, że to spłata długu z odsetkami.
Niedawno sprawił, że znów przypomniałam sobie o jego istnieniu. Przyszedł do mnie do domu i powiedział, że potrzebuje pieniędzy, więc albo mu je dam, albo zapłacę mu za telefon.
Nie mogę przestać się dziwić ludzkiemu okrucieństwu. Ludzie czasami kochają, czasami ranią, kiedy najmniej się tego spodziewasz.




