Mój mąż jest specjalistą od wszystkiego. Kiedy się pobraliśmy robił dla mnie wszystko: zbudował dom i zasadził ogród. Nie pali i nie pije. Zawsze przynosi pensję w domu. Mogę powiedzieć, że ani trochę mu nie dorównuję. Jestem nerwowa i bardzo zazdrosna. Ale on wybrał mnie , zaakceptował taką, jaka jestem i za to jestem mu bardzo wdzięczna.
Niestety, robił jedną dziwną rzecz. W każdą niedzielę wyjeżdżał na kilka godzin. Desperacko chciałam się dowiedzieć, co przede mną ukrywa. Bałam się myśleć, że może mieć inną kobietę. Więc któregoś dnia razem z przyjaciółką zaczęłyśmy śledzić mojego męża.
Wsiadł do autobusu i pojechał w stronę lasu. Na ostatnim przystanku wysiadł i poszedł prosto do lasu. Razem z przyjaciółką schowałyśmy się w krzakach, aby go obserwować. Nagle usłyszałyśmy jego głośny krzyk. Było to bardzo dziwne….Przestraszyłam się i poprosiłam koleżankę, żebyśmy wracały do domu.
W domu nie wiedziałam, jak się zachować. Myślałam już o rozwodzie. Ale postanowiłam z nim porozmawiać. Mój mąż wrócił do domu z bukietem róż i pocałował mnie. Powiedziałam mu, że wiem wszystko o jego częstych wyjazdach.
Ale to, co mi powiedział, rozśmieszyło mnie.
– Kochanie, wiesz, że moja praca jest bardzo stresująca. Postanowiłem więc chodzić do lasu w każdą niedzielę i trochę pokrzyczeć. To mnie bardzo uspokaja.
Teraz chodzimy razem do lasu i krzyczymy tak głośno, że wszystkie zwierzęta uciekają od nas na kilometr.




