Przyjemnie jest żyć samemu, powiedział mi kiedyś przyjaciel, po co mi żona, która tylko przeszkadza mi cieszyć się wolnością? Lepiej zmieniać kobiety każdego dnia, niż żyć z jedną. Robisz co chcesz, pijesz piwo, grasz na komputerze, bawisz się z przyjaciółmi, chodzisz niemyty/nieogolony tygodniami, wyrzucasz skarpetki i jesz w łóżku – nikt nie powie ani słowa. Po co komu w ogóle kobieta? Pralka pierze, jedzenie zamawiasz, śpisz jak chcesz, chodzisz jak chcesz. Ja tak żyję i jest mi dobrze.
Cóż, on tak żyje i wielu mężczyzn tak żyje, chwaląc ten sposób życia. Jedynym haczykiem jest to, że mój przyjaciel, jak wszyscy ci “miłośnicy wolności”, jest trochę kłamcą.
Powiedziałbym – nawet wielkim kłamcą. Ale nikt się do tego nie przyzna. Nie przyznają się, że zagłuszają swoją samotność alkoholem / kobietami / grami, byle tylko nie słyszeć martwej ciszy. Boją się przyznać, że patrzą łakomym wzrokiem na swoich znajomych, na których w domu czekają żony z domowym obiadem. Kluczowym słowem jest tutaj OCZEKIWANIE. Nikt nie czeka na kochających wolność mężczyzn. Tak, i tak naprawdę nikt ich nie potrzebuje. Ani nierozłączni przyjaciele, ani czarujące dziewczyny. NIKT. Oczywiście zagorzali kawalerowie odganiają takie myśli, przedstawiając ważne argumenty ZA wolnością.
Niby jest taka jedna, z którą czasem się spotykasz, czasem dla ciebie gotuje, czasem rozmawia z tobą o miłości, ale nie chce z tobą mieszkać, bo jesteś błaznem, który kocha wolność. Ale to nie jest wolność, to samotność. Ale zaprzeczasz oczywistości, dopóki samotność nie uderzy ponownie w postaci dziecka, które jest słodko wtulone w ramiona twojego przyjaciela, przytulając go i nazywając tatą.
A dumny ojciec ujawnia się światu, pokazując swoje potomstwo i ukochaną kobietę u boku. I wiesz, dlaczego czujesz się przygnębiony i chcesz jak najszybciej wrócić do domu? Ponieważ nie masz NIC poza mityczną wolnością, a twój przyjaciel ma rodzinę, która na niego czeka i, jako bonus, wszystko, co masz (z wyjątkiem twoich łatwych dziewczyn, oczywiście). Może też wychodzić z przyjaciółmi, nie golić się i czasami wyrzucać skarpetki. To jest cała twoja wolność, pardon, samotność, w którą sam się wciągnąłeś.




