Niedawno poznałam piękną, słodką kobietę. Od 12 lat nie ma męża. Jej córka jest już dorosła, jest na trzecim roku studiów. Maria, tak ma na imię moja nowa znajoma, po prostu nie chciała trzymać męża w domu tylko po to, żeby od czasu do czasu coś naprawił. Moja przyjaciółka twierdzi, że nie ma takiej potrzeby. Mężczyźni w domu są jak myszy, przynoszą tylko szkody i infekcje. Ostatniego męża miałam 12 lat temu. Miłość, westchnienia, wieczorne spacery... Kup papierosy… Kochanie, idź do wenerologa….
Maria poszła. Lekarz ujawnił jej prosty fakt: jeśli komary są nosicielami malarii, to mężczyźni są nosicielami wszystkich innych kłopotów. Konsekwencje rozwodu były straszne: Maria straciła wieczorne spacery, gotowanie dużych ilości jedzenia, codzienny rytuał kupowania papierosów po pracy, butelki po piwie pod kanapą i brudne skarpetki w różnych miejscach mieszkania.
Z tego całego żalu Maria zrobiła karierę.
Wszyscy znajomi zgodnie powtarzali jej, że mężczyzna powinien być przy niej przynajmniej dla zdrowia. W przeciwnym razie kobieta będzie pokryta trądzikiem, a z powodu chronicznego braku życia intymnego będzie wiecznie zła i agresywna, i będzie rzucać się na ludzi bez powodu.
Maria sporządziła listę: hydraulik na zepsuty kran, maseczka z czarnej glinki na trądzik, witaminy dla kobiecej urody, a nadmiar energii można łatwo uwolnić poprzez fitness .
Tak sobie myślę… Nie ma żadnych krytycznych konsekwencji braku mężczyzny. Czy coś jest z nią nie tak, jak myślicie?




