Zdarzyło się to kilka lat temu, gdy byłam w ciąży. Nasze miasto nie jest duże. W mieście wtedy były tylko dwie poradnie ginekologiczne, więc często zdarzało się, że w tych częściach miasta, w pewnych okolicznościach, na metr kwadratowy przypadało więcej kobiet w ciąży niż w innych częściach miasta.
Wiele osób, które przyjeżdżały do miasta po raz pierwszy lub po prostu nie zauważyły tego wcześniej, było bardzo zaskoczonych, widząc co drugą dziewczynę w ciąży na ulicy, na przystankach autobusowych i w sklepach, w promieniu 500 metrów.
Oczywiście nie było tak zawsze i nie każdego roku, ale zdarzało się. Właśnie wtedy wydarzyła się ta historia. Pewnego dnia wracałam z wizyty u ginekologa i zauważyłam na przystanku autobusowym znajome dziewczyny, które od kilku tygodni widywałam w przychodni. Nie wszystkie miałyśmy już brzuszki, ale byłyśmy w tajnym klubie, znałyśmy się i witałyśmy.
Na przystanek podjechał w połowie pusty autobus i dziewczyny usiadły na pustych miejscach, w tym ja. Na następnym przystanku do autobusu wsiadła starsza pani i od pierwszych sekund rozglądała się po autobusie oceniającym spojrzeniem – nie było pustych miejsc, ale były młode dziewczyny. Podskoczyła do jednej z nas i powiedziała:
– Słuchaj, musisz ustąpić miejsca starszym, jak będziesz w moim wieku…
– Przepraszam, jestem w ciąży i mam chorobę lokomocyjną gdy stoję – ostrożnie przerwała dziewczyna.
– Jak masz chorobę lokomocyjną, to idź na piechotę – mówiła starsza kobieta i podeszła do mnie, krzycząc:
-Młodzi są niewdzięczni, ustąp miejsca.
– Nie mogę – odpowiedziałam
-Jesteś w ciąży czy co?
– Cóż, tak , odpowiedziałam zawstydzona, jestem w ciąży.
Babcia przerwała swoje lamenty w połowie zdania, kieruje wzrok na inną dziewczynę, która natychmiast, nie czekając na pytania, kiwała głową –“ja też“, babcia patrzyła osłupiała na drugi koniec autobusu, a stamtąd dochodził okrzyk “ja też!“,“ja też“,“jestem w ciąży“.
Byłyśmy rozbawione tą sytuacją i śmiałyśmy się do siebie, widząc reakcję zrzędliwej starszej pani, a inni pasażerowie również byli rozweseleni tą sytuacją. A miejsce babci się znalazło, mężczyzna w wieku około 50 lat po prostu wstał.
I tak jechaliśmy jeszcze przez kilka przystanków z mimowolnymi uśmiechami na twarzach, patrząc na siebie nawzajem. Generalnie śmiech to śmiech, ale pierwszy raz widziałam, żeby ktoś tak bezczelnie poprosił o ustąpienie miejsca.
A ja, kiedy już jeździłam z ogromnym brzuchem, nigdy nie prosiłam o ustąpienie miejsca, bo nigdy nie wiadomo, co dana osoba ma, może jest po operacji albo jest niepełnosprawna, choć wygląda młodo, a może pracowała cały dzień w fabryce i teraz wraca ze zmiany zmęczona jak pies. Trzeba być bardziej ludzkim.




